Wszystkie posty umieszczone pod: ZWIEDZAJĄC ŚWIAT

Jordania. Pustynia Wadi Rum – jak zorganizować wycieczkę, co zobaczyć

Wadi Rum to obok Petry zdecydowanie największa atrakcja Jordanii. Nieziemski krajobraz pustyni oraz jej niezwykłe wydmy nieraz pełniły rolę scenerii w filmach, których akcja rozgrywała się na innej, najczęściej Czerwonej Planecie (właśnie tutaj kręcono sceny do słynnego „Marsjanina”). I faktycznie, pobyt w dolinie Wadi Rum jest jak podróż do odległego, kosmicznie pięknego świata.

Jordania. Petra i jej atrakcje

Jordania równa się Petra. W tym porównaniu nie ma zbyt wiele przesady. O mieście wykutym w skale przez starożytnych Nabatejczyków, słyszał chyba każdy komu marzą się podróże do niezwykłych miejsc. Od niedawna dzięki tanim połączeniom lotniczym z Polski do Jordanii, możliwość podziwiania na własne oczy jednego z siedmiu współcześnie wybranych cudów świata, stała się realna także dla polskich turystów.

Elbrus – kaukaski gigant z Korony Ziemi. Relacja z wyprawy.

Lina od poręczówki to napina się i podnosi na wysokość mojej łydki, to opada, niebezpiecznie zbliżając się do raków. Całą uwagę koncentruję na niej. Na wydeptanym w śniegu, stromym i wąskim podejściu nie chcę popełnić błędu, który mógłby mnie dużo kosztować. Z utkwionym w ziemi wzrokiem stawiam uważnie kroki, omijając plączącą się linę. Zresztą podnoszenie głowy nie ma większego sensu – silny wiatr atakuje wtedy każdy nieosłonięty fragment twarzy, wbijając w nią drobne kawałki lodu. W śnieżnej zadymce zniknął niemal cały świat wokół mnie. Widzę tylko poręczówkę, do której przypięta jestem lonżą, i niewyraźną sylwetkę idącej przede mną osoby. A przecież gdzieś tam wysoko, jest cel do którego zmierzam. Cel, który kilka lat wcześniej dla osoby mającej problem z podejściem bez zadyszki na byle pagórek, wydawał się nierealny niczym lot w kosmos. Elbrus. A dokładnie położony na 5642 metrach wierzchołek tego kaukaskiego giganta. W nasilającej się zadymce chwytam haust rozrzedzonego, lodowatego powietrza i stawiam kolejny pełen wysiłku krok w stronę wymarzonego celu.

Filipiny. Kolonialne Vigan i jego atrakcje

Wąskie uliczki z niską zabudową przywodzą na myśl kolonialne miasteczka Ameryki Południowej. Katedra w hiszpańskim stylu położona przy głównym placu jeszcze to wrażenie potęguje. A stukot końskich kopyt i wolno toczących się po bruku kół bryczki zwanej kalesą sprawia, że podczas pobytu w filipińskim miasteczku Vigan nie raz zadacie sobie pytanie – czy to na pewno Azja, czy może teleportowano nas właśnie do Ameryki Łacińskiej?

Nepal. Świątynie Katmandu – Swayambunath, Pashupatinath, Bodhnath

Świątynie Katmandu – okazałe, gromadzące rzesze wiernych i małe, przyuliczne, wokół których bawią się dzieci. Jedne odwiedzane tłumnie przez pielgrzymów, inne – zapomniane. Złocące się w słońcu oraz spłowiałe i zakurzone. Te, w których modlą się buddyści, i te w których czczone są hinduistyczne bóstwa. Ciężko je zliczyć. Często kryją się w najmniej oczekiwanych miejscach – na podwórzach wokół obwieszonych praniem, sypiących się budynków lub w uliczkach, ukryte za straganami, gdzie handluje się czym popadnie. Ich stopnie służą miejscowym do odpoczynku, spotkań i ploteczek, lub sprzedaży rozłożonej na gazecie zieleniny. W Katmandu bowiem, na każdym niemal kroku sacrum spotyka się z profanum.

Kirgistan. Kanion Skazka i miasteczko Tosor

Grupowa taksówka, którą dotarliśmy do Tosor, odjeżdża, zostawiając naszą trójkę w lekkim osłupieniu. Niepewnie rozglądamy się po mokrej, od niedawno padającego deszczu, okolicy. Wygląda na to, że centrum miasteczka, stanowiącego bazę wypadową do pobliskiego kanionu Skazka, tworzą dwa sklepy rodem z PRL-u i nieciekawy meczet. Miejsc przypominających hotele lub pensjonaty brak, restauracji, czy jakichkolwiek knajp, również. Rozleniwieni cywilizacyjnymi udogodnieniami, jakie oferował Karakoł, nie możemy odnaleźć się w nowej sytuacji. To ma być wstęp do bajki? W końcu, tak właśnie po rosyjsku brzmi nazwa kanionu, dla którego opuściliśmy przytulny, karakolski hotel Neofit, o ulubionej Cafe Zarina nie wspominając. Skazka – bajka. Patrząc na brzydkie miasteczko i posępną, deszczową aurę, ciężko nam uwierzyć w to, co wkrótce okaże się faktem – szczęśliwe zakończenie historii, z bajkowym miejscem w roli głównej.

Uzbekistan. Chiwa i zabytki kompleksu Iczan Kala

Jego szeroka, pokryta niebieskimi płytkami podstawa wyróżnia się na tle złocisto-piaskowej zabudowy, na którą składają się liczne medresy, meczety i mauzolea. Kala Minor, gdyby jego budowy nie przerwała śmierć pomysłodawcy, byłby najwyższym minaretem w Azji Środkowej. Mimo, że niedokończony, stanowi serce kompleksu Iczan Kala – cytadeli, o czterech bramach na każdą stronę świata. Spacerując wąskimi uliczkami twierdzy mamy wrażenie jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdy miejsce to odwiedzały karawany kupców podążających Jedwabnym Szlakiem. Brakuje tylko dżina, który wydobywając się z lampy, obieca spełnić nasze trzy życzenia. Choć w zasadzie wystarczą dwa. Trzecie już się zrealizowało. Jesteśmy w Chiwie, mieście sięgającego starożytnych czasów królestwa Chorezmu.

Uszguli, powrót do przeszłości pod dachem Gruzji

W Ushba Cafe wszystkie stoły są zajęte. Siedzimy za solidną, drewnianą ławą, czując błogie rozleniwienie, za sprawą opróżnionych niedawno talerzyków i półmisków z gruzińskimi specjałami. Obok nas biesiadują miejscowi. Ich stół zastawiony jest równie bogato. Chinkali, chaczapuri, mięsa, sałatki – spośród imponującej ilości wypełnionych nimi talerzy i miseczek, każdy wybiera to, na co ma ochotę. Kieliszka, a raczej szklaneczki czaczy nikt nie odmawia.

Magiczna Boliwia

Boliwia. W tym najbiedniejszym z krajów Ameryki Południowej ,doświadczyliśmy prawdziwego bogactwa pozytywnych wrażeń.  Zachwyciło nas piękno i różnorodność krajobrazu, zafascynowała atmosfera zagubionych wśród bezdroży sennych miasteczek oraz dzikość spektakularnie położonego La Paz. Mieszkańcy kraju o surowych, spieczonych słońcem i wysmaganych przez wiatr twarzach, ujęli dumą i życzliwością.