All posts filed under: ZWIEDZAJĄC ŚWIAT

Filipiny. Banaue, Hapao – tarasy ryżowe i gorące źródła

Dla jednych Filipiny to plaże z białym piaskiem i wygiętymi palmami, dla nas  – przede wszystkim okazja do kolejnego trekkingu w pięknych okolicznościach przyrody. Tym razem bez imponujących wysokości, jak to było w Nepalu, za to ze spektakularnymi górskimi widokami, o jakie nietrudno na głównej filipińskiej wyspie Luzon. To właśnie Luzon obraliśmy za cel naszego pobytu na Filipinach. Skąd ten wybór? Odpowiedź jest prosta – w północnej części wyspy znajdują się wyjątkowe, liczące blisko 2 tysiące lat tarasy ryżowe, przez wielu uważane za ósmy cud świata.

Nepal. Świątynie Katmandu – Swayambunath, Pashupatinath, Bodhnath

Świątynie Katmandu – okazałe, gromadzące rzesze wiernych i małe, przyuliczne, wokół których bawią się dzieci. Jedne odwiedzane tłumnie przez pielgrzymów, inne – zapomniane. Złocące się w słońcu oraz spłowiałe i zakurzone. Te, w których modlą się buddyści, i te w których czczone są hinduistyczne bóstwa. Ciężko je zliczyć. Często kryją się w najmniej oczekiwanych miejscach – na podwórzach wokół obwieszonych praniem, sypiących się budynków lub w uliczkach, ukryte za straganami, gdzie handluje się czym popadnie. Ich stopnie służą miejscowym do odpoczynku, spotkań i ploteczek, lub sprzedaży rozłożonej na gazecie zieleniny. W Katmandu bowiem, na każdym niemal kroku sacrum spotyka się z profanum.

Oman. Zwiedzanie Maskatu w 12 godzin

Atmosfera targu odurza nas skuteczniej, niż charakterystyczny, wszechobecny i drażniący nozdrza rybi zapach. W krótkim czasie z pustej, rozgrzanej palącym słońcem ulicy, trafiliśmy na gwarny, zadaszony plac. Nagromadzenie ciekawych postaci i sytuacji sprawia, że nasze aparaty fotograficzne pracują teraz niemal bez przerwy. Za ich pomocą uwieczniamy rozładunek świeżo złowionych ryb, sceny zakupu, oraz pracę osób filetujących i porcjujących nabyty właśnie towar, a także rozmowy i wymianę ploteczek przez miejscowych. Uwielbiamy takie autentyczne, pozbawione komercyjnej fasady miejsca. I cieszymy się, że to właśnie tu, na targu rybnym, mamy okazję rozpocząć dzień przeznaczony na zwiedzanie stolicy Omanu, Maskatu.

Kirgistan. Biszkek i wieża Burana

W popołudniowym słońcu ceglasta elewacja budowli nabiera ciepłej, głębokiej barwy. Zielone pasmo gór Tienszanu w tle, tworzy wraz z samotnie stojącą konstrukcją nastrojowy kadr. Daleko za sobą zostawiliśmy zgiełk miasta. Jego miejsce zajęła cisza, natura i rozległa przestrzeń. Tu gdzie jesteśmy, wystarczy zamknąć oczy, by za sprawą niedawno oglądanych szkiców, wyczarować nieistniejący od wieków świat.  Świat, którego centrum stanowiło średniowieczne islamskie miasto, przyciągające kupców i ich karawany. To Balasagun, stolica dynastii Karachanidów. Miasto gwarne i bogate, z potężnymi murami, okazałą bramą i wysokim minaretem, z którego o ustalonej porze rozbrzmiewał głos muezina, nawołujący wiernych do modlitwy. Otwieramy oczy. Średniowieczny świat znika. Jest tylko ona – wieża Burana. Samotna strażniczka minionych czasów w otoczeniu wspaniałej, kirgiskiej natury.

Kirgistan. Jezioro Songköl

Ustalając warunki zakwaterowania z kobietą, u której prawdopodobnie będziemy nocować, drżymy z zimna. W tenisówkach, krótkich spodenkach i cienkich koszulkach dotkliwie odczuwamy niską temperaturę i każdy chłodny powiew wiatru. Zaledwie trzy godziny wcześniej, przy ciepłej, słonecznej pogodzie taki strój był optymalnym zestawem. W minivanie, który wspinał się dzielnie po górskiej drodze do punktu, gdzie właśnie stoimy – również okazał się wystarczający. Zachwyceni widokami w trakcie jazdy, dopiero po opuszczeniu auta, uświadamiamy sobie, jak bardzo zmieniło się nasze położenie. Wiemy, że panujące warunki nie mogą nas dziwić. W końcu jest wieczór, a my dotarliśmy na wysokość ponad 3 tysięcy m n.p.m. Zanim wyciągniemy z plecaków i założymy na siebie ciepłe ubrania oraz trekkingowe buty, musimy najpierw ustalić, co z noclegiem. Szczegóły w końcu zostają dograne. Jedna z trzech jurt należących do kobiety – z którą łamanym rosyjskim, przy pomocy kierowcy, uzgadniamy plan na najbliższe dwa dni pobytu nad jeziorem Songköl – jest do naszej dyspozycji.

Uzbekistan. Buchara – kompleks Lab-i Hauz, Po-i Kalon, twierdza Ark, medresy i bazary

W jego cieniu chronimy się przed słońcem, które nawet przedpołudniową porą przygrzewa bezlitośnie. Minaret Kalon, pod którym stoimy to prawdziwy, długowieczny olbrzym. Mający blisko 46 metrów wysokości oraz średnicę 9 metrów w dolnej i 6 w górnej części, już w XII wieku niczym latarnia morska wskazywał drogę karawanom kupców. Rozległy plac, na którym się znajduje, jest dla niego niczym podnóże wielkoluda i taką też nosi nazwę (Po-i-Kalon ). Mając rzeczonego wielkoluda za plecami patrzymy na budynki rozlokowane po obu jego stronach. Patrzymy, to mało powiedziane. Raczej, nie możemy oderwać wzroku od majestatycznych i jednocześnie subtelnie pięknych budowli, jakimi są meczet Kalon i medresa Mir-i Arab. Chwilę wcześniej podziwialiśmy równie urodziwą i także przyglądającą się sobie nawzajem parę medres Uług Bega i Abd al-Aziz Chana oraz piękny kompleks Lab-i Hauz. Jak na jedno miasto to naprawdę imponujący zestaw. Już wiemy, że nasze pierwsze wrażenia odnośnie tego miejsca było błędne. Bucharo, jesteś zachwycająca!

Uzbekistan. Mujnak, cmentarzysko statków i wyschnięte jezioro Aralskie

– Po co jedziecie do Mujnaku? Przecież tam nic nie ma – nowo poznany drug* Alek, podpułkownik uzbeckiej armii, z którym dzielimy rozgrzany do granic wytrzymałości przedział w pociągu relacji Taszkent-Nukus, nie może zrozumieć naszej decyzji. – No i my to nic, chcemy zobaczyć – żartujemy. Alek z niedowierzaniem kręci głową, pociągając kolejny haust ciepłej wódki. Otrząsa się i zapija ją gorącą herbatą. – Tam żarko, oczeń żarko*. Tam tylko step i miasto, które umiera – dodaje. Wiemy, że ma rację. W latach 60-tych XX wieku, położony nad brzegiem Jeziora Aralskiego, Mujnak był prężnie rozwijającym się miastem portowym z dającą zatrudnienie miejscowym, fabryką konserw rybnych. Dziś od brzegów jeziora dzieli go 200 kilometrów. Zawiniła zła gospodarka zasobami wodnymi Amu-Dari, czyniąc z Mujnaku „nic” pośrodku gorącego stepu, miasto-widmo, atrakcyjne jedynie dla szukających wrażeń turystów, a nie zwykłych mieszkańców Uzbekistanu.

Gruzja. Dawid Garedża, skarb przygranicznych pustkowi

W zasięgu wzroku nie widać żadnych zabudowań. Otaczający nas półpustynny, falisty krajobraz ciągnie się daleko, aż po horyzont. Czy to jeszcze Gruzja, czy już Azerbejdżan? Trudno stwierdzić. Gdzieś poniżej, za nami została klasztorna zabudowa oraz wykute w skale kościoły i cele eremitów. Wokół, jest już tylko rozległa przestrzeń, niesamowity, surowy pejzaż i cisza. W tym miejscu rzeczywiście czuć bliskość Boga. Opuszczając WIELKI Kaukaz, myśleliśmy, że WIELKIE wrażenia mamy już za sobą. Stojąc na wzgórzu, zajętym przez zespół monastyrów Dawid Garedża, wiemy, że jest inaczej.