All posts filed under: ZWIEDZAJĄC ŚWIAT

Kirgistan. Biszkek i wieża Burana

W popołudniowym słońcu ceglasta elewacja budowli nabiera ciepłej, głębokiej barwy. Zielone pasmo gór Tienszanu w tle, tworzy wraz z samotnie stojącą konstrukcją nastrojowy kadr. Daleko za sobą zostawiliśmy zgiełk miasta. Jego miejsce zajęła cisza, natura i rozległa przestrzeń. Tu gdzie jesteśmy, wystarczy zamknąć oczy, by za sprawą niedawno oglądanych szkiców, wyczarować nieistniejący od wieków świat.  Świat, którego centrum stanowiło średniowieczne islamskie miasto, przyciągające kupców i ich karawany. To Balasagun, stolica dynastii Karachanidów. Miasto gwarne i bogate, z potężnymi murami, okazałą bramą i wysokim minaretem, z którego o ustalonej porze rozbrzmiewał głos muezina, nawołujący wiernych do modlitwy. Otwieramy oczy. Średniowieczny świat znika. Jest tylko ona – wieża Burana. Samotna strażniczka minionych czasów w otoczeniu wspaniałej, kirgiskiej natury.

Kirgistan. Jezioro Songköl

Ustalając warunki zakwaterowania z kobietą, u której prawdopodobnie będziemy nocować, drżymy z zimna. W tenisówkach, krótkich spodenkach i cienkich koszulkach dotkliwie odczuwamy niską temperaturę i każdy chłodny powiew wiatru. Zaledwie trzy godziny wcześniej, przy ciepłej, słonecznej pogodzie taki strój był optymalnym zestawem. W minivanie, który wspinał się dzielnie po górskiej drodze do punktu, gdzie właśnie stoimy – również okazał się wystarczający. Zachwyceni widokami w trakcie jazdy, dopiero po opuszczeniu auta, uświadamiamy sobie, jak bardzo zmieniło się nasze położenie. Wiemy, że panujące warunki nie mogą nas dziwić. W końcu jest wieczór, a my dotarliśmy na wysokość ponad 3 tysięcy m n.p.m. Zanim wyciągniemy z plecaków i założymy na siebie ciepłe ubrania oraz trekkingowe buty, musimy najpierw ustalić, co z noclegiem. Szczegóły w końcu zostają dograne. Jedna z trzech jurt należących do kobiety – z którą łamanym rosyjskim, przy pomocy kierowcy, uzgadniamy plan na najbliższe dwa dni pobytu nad jeziorem Songköl – jest do naszej dyspozycji.

Uzbekistan. Buchara – kompleks Lab-i Hauz, Po-i Kalon, twierdza Ark, medresy i bazary

W jego cieniu chronimy się przed słońcem, które nawet przedpołudniową porą przygrzewa bezlitośnie. Minaret Kalon, pod którym stoimy to prawdziwy, długowieczny olbrzym. Mający blisko 46 metrów wysokości oraz średnicę 9 metrów w dolnej i 6 w górnej części, już w XII wieku niczym latarnia morska wskazywał drogę karawanom kupców. Rozległy plac, na którym się znajduje, jest dla niego niczym podnóże wielkoluda i taką też nosi nazwę (Po-i-Kalon ). Mając rzeczonego wielkoluda za plecami patrzymy na budynki rozlokowane po obu jego stronach. Patrzymy, to mało powiedziane. Raczej, nie możemy oderwać wzroku od majestatycznych i jednocześnie subtelnie pięknych budowli, jakimi są meczet Kalon i medresa Mir-i Arab. Chwilę wcześniej podziwialiśmy równie urodziwą i także przyglądającą się sobie nawzajem parę medres Uług Bega i Abd al-Aziz Chana oraz piękny kompleks Lab-i Hauz. Jak na jedno miasto to naprawdę imponujący zestaw. Już wiemy, że nasze pierwsze wrażenia odnośnie tego miejsca było błędne. Bucharo, jesteś zachwycająca!

Dolina Omo w Etiopii i plemię Mursi

Tej nocy nie śpi nam się dobrze. Betonowa nora z metalowymi drzwiami, czyli nasz pokój, ze słowami przytulny, gościnny, ciepły nie ma nic wspólnego. Narzekać jednak nie warto, w końcu jesteśmy daleko na południu Etiopii, w Dżince miasteczku stanowiącym bramę do Doliny Omo. A Dolina Omo to urzeczywistnienie wizji nietkniętej przez cywilizację Afryki, z dziką przyrodą i żyjącymi z dala od świata plemionami. Rano mamy odwiedzić najbardziej niezwykłe z nich – plemię Mursi. Padający w nocy deszcz szarpie nam nerwy. Po deszczu droga do wiosek Mursi może być bowiem nieprzejezdna.

Gruzja. Signagi – wizyta w najpiękniejszym miasteczku Zakaukazia

Czekamy i czekamy, patrząc niecierpliwie w dół stromej ścieżki ze schodami. Jeżeli mamy zdążyć na ostatnią marszrutkę, powinniśmy ruszać. W końcu przed nami trzykilometrowy spacer powrotny do dworca. Co jakiś czas na stopniach schodów, nie wiadomo jak daleko mających swój koniec, pojawia się kolejna, czerwona od wysiłku i zdyszana twarz. Ciągle jednak nie ta, na którą czekamy. W końcu jest. Radek, nasz wysłannik z misją specjalną, której ani on, ani my świadomi w pełni nie byliśmy. „Sprawdzę co tam jest na dole” zakończyło się bowiem dotarciem do źródła świętej Ninio w klasztorze Bodbe, niedaleko Signagi. I to w rekordowo szybkim czasie. Tam i z powrotem, gdzie tam równało się długości jednego kilometra.

Gruzja. Jeziorka Koruldi – niepozorny cel, wspaniały trekking

– Jak my zejdziemy, jeżeli on stąd nie odejdzie?! To pytanie pada kolejny raz z ust żeńskiej części naszej ekipy. Siedzimy na deskach sporej ambony z niesamowitym widokiem na okolicę. Przed nami rozłożona w dolinie Mestia, za nami wspaniała Uszba, inne kaukaskie szczyty wokół. A pod nami? Potężny byk uderzający raz po raz rogami w drewniane schody, umożliwiające zejście z platformy.

Argentyna, Ushuaia (Park Narodowy Ziemi Ognistej)

– Musimy wrócić do przystani Zaratiegui Bay! – Nie ma szans, mamy za mało czasu. Chyba, że ktoś nas podwiezie. Łapiemy stopa? Zrobiliśmy właśnie spacer jedną z tras trekkingowych Parku Narodowego Ziemi Ognistej. Turystów spragnionych piękna górskich widoków, dowożą w to miejsce busy, kursujące co godzinę (od 9.00 do 16.00, cena 200 pesos/os.) z Ushuai. Przyjeżdżając do Parku, wysiąść można w jednym z 5 miejsc, a trekking zakończyć w innym punkcie, z którego bus nas odbierze (ostatni kurs powrotny jest o godzinie 19.00).

Birma, Inwa

Konne powozy trzęsąc i podskakując na dziurach, jadą jeden za drugim polną drogą. Wokół unoszą się tumany pyłu. Mijają nas uśmiechnięci właściciele motorów, wiozący ze sobą całe rodziny lub żywy inwentarz wszelkiej maści. Osłonięte stożkowymi kapeluszami postacie pracują w polu. Zabytkowe ruiny i szpiczaste, złociste czubki świątyń ożywiają co chwilę, spalony przez słońce krajobraz .

Wietnam, Zatoka Ha Long

Zatoka Ha Long w północnym Wietnamie zajmuje powierzchnię 1500 km². Z jej wód wyłaniają się skaliste wyspy i wysepki, często o niemal pionowych ścianach. Ich liczba sięga blisko 2 tysięcy. Jedna z legend głosi, że powstały z pereł wyplutych przez smoki, przybyłe na ratunek okolicznym mieszkańcom. Okręty atakujących nieprzyjaciół, rozbiły się o ich skały.