All posts filed under: ZWIEDZAJĄC ŚWIAT

Kirgistan. Kanion Skazka i miasteczko Tosor

Grupowa taksówka, którą dotarliśmy do Tosor, odjeżdża, zostawiając naszą trójkę w lekkim osłupieniu. Niepewnie rozglądamy się po mokrej, od niedawno padającego deszczu, okolicy. Wygląda na to, że centrum miasteczka, stanowiącego bazę wypadową do pobliskiego kanionu Skazka, tworzą dwa sklepy rodem z PRL-u i nieciekawy meczet. Miejsc przypominających hotele lub pensjonaty brak, restauracji, czy jakichkolwiek knajp, również. Rozleniwieni cywilizacyjnymi udogodnieniami, jakie oferował Karakoł, nie możemy odnaleźć się w nowej sytuacji. To ma być wstęp do bajki? W końcu, tak właśnie po rosyjsku brzmi nazwa kanionu, dla którego opuściliśmy przytulny, karakolski hotel Neofit, o ulubionej Cafe Zarina nie wspominając. Skazka – bajka. Patrząc na brzydkie miasteczko i posępną, deszczową aurę, ciężko nam uwierzyć w to, co wkrótce okaże się faktem – szczęśliwe zakończenie historii, z bajkowym miejscem w roli głównej.

Kirgistan. Jeti-Oguz, Dolina Kwiatów i wodospad

Wystarczyło obejść formację skalną i znad brzegu rwącej rzeki, spojrzeć na jej drugie, zupełnie odmienne od widzianego przed chwilą, oblicze. I tak, w miejsce siedmiu skał przypominających grzbiety rozjuszonych, gotowych do natarcia byków, podziwiamy teraz – czerwone (a jakże!) serce. Twarde jak skała, a jednak rozdarte. Serca naszej trójki rozdarte nie są – wręcz przeciwnie, skaczą z radości. Powodów jest kilka. Piękna pogoda, obecność w Jeti-Oguz, słynącym z oglądanych właśnie, oryginalnie uformowanych czerwonych skał, oraz perspektywa górskiego spaceru pobliską doliną Terskej Ałatoo. A na koniec orzeźwiająca chwila relaksu w pobliżu wodospadu, będącego celem tej wyprawy.

Uzbekistan. Shahrisabz i przejście graniczne Do’stlik-Dostuk

Stojąc pośrodku olbrzymiej budowli, zadzieramy do góry głowy i patrzymy … w niebo. Po tym, co kiedyś było bramą, pozostały jedynie dwa 38-metrowe pylony. Przetrwały tylko one. Jednak nawet te fragmenty dobitnie świadczą o wielkości nieistniejącego obiektu. Ale też i nie o byle jaki obiekt chodzi. Mowa bowiem o pałacu Ak Saraj, wzniesionym z rozkazu Timura w Shahrisabz – miasteczku, będącym miejscem narodzin słynnego zdobywcy.

Uzbekistan. Chiwa i zabytki kompleksu Iczan Kala

Jego szeroka, pokryta niebieskimi płytkami podstawa wyróżnia się na tle złocisto-piaskowej zabudowy, na którą składają się liczne medresy, meczety i mauzolea. Kala Minor, gdyby jego budowy nie przerwała śmierć pomysłodawcy, byłby najwyższym minaretem w Azji Środkowej. Mimo, że niedokończony, stanowi serce kompleksu Iczan Kala – cytadeli, o czterech bramach na każdą stronę świata. Spacerując wąskimi uliczkami twierdzy mamy wrażenie jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdy miejsce to odwiedzały karawany kupców podążających Jedwabnym Szlakiem. Brakuje tylko dżina, który wydobywając się z lampy, obieca spełnić nasze trzy życzenia. Choć w zasadzie wystarczą dwa. Trzecie już się zrealizowało. Jesteśmy w Chiwie, mieście sięgającego starożytnych czasów królestwa Chorezmu.

Dolina Omo w Etiopii. Turmi i wizyta w wiosce Hamerów

Uchylone okno, przed pełnym otwarciem, zabezpiecza solidny łańcuch. Wnikające przez nie do bungalowu nocne powietrze, nie przynosi oczekiwanej ulgi. Wraz z jego ciepłą i wilgotną falą, do naszego pokoju docierają za to rozmaite dźwięki. Nie jest to szum przejeżdżających samochodów, stukot obcasów o betonowe płyty chodnika, czy odgłos sunącego po szynach tramwaju. To jakieś tajemnicze głosy, szmery i pomruki, które nie dają nam usnąć. Zapaść w spokojny sen nie pozwala również świadomość, że poza kilkoma osobami załogi, jesteśmy w hotelowym kompleksie zupełnie sami. Jedynie liche ogrodzenie oddziela nas od rozległej, dzikiej przestrzeni, z rzadka pokrytej typowymi dla afrykańskiego buszu sylwetkami akacjowych krzewów. Wiemy, że gdzieś tam wśród rozłożystych akacjowców, przycupnęły chaty jednej z wiosek plemienia Hamerów. Wioski, którą opuściliśmy kilka godzin wcześniej, tuż przed zachodem słońca.

Dolina Omo w Etiopii. Jezioro Czamo, pełne czaru

Parujące, zielone wzgórza otaczają jezioro. Jest spokojnie i cicho jak na późnopopołudniową, senną porę przystało. Patrzymy na sunące po niebie białe, skłębione chmury. Stan błogiego rozleniwienia przerywa sternik łodzi i przewodnik w jednym, kierując nasz wzrok w stronę ciemnych punktów, mącących w oddali taflę wody. Hipopotamy! To właśnie z ich powodu, a także mając nadzieję na spotkanie (z bezpiecznej odległości) z krokodylami, pelikanami i całym bogactwem tutejszej flory i fauny, płyniemy lichą, metalową łajbą po wodach Jeziora Czamo (Chamo Lake). Jeziora położonego na terenie Parku Narodowego Necz Sar w południowej Etiopii.

Gruzja. Dawid Garedża, skarb przygranicznych pustkowi

W zasięgu wzroku nie widać żadnych zabudowań. Otaczający nas półpustynny, falisty krajobraz ciągnie się daleko, aż po horyzont. Czy to jeszcze Gruzja, czy już Azerbejdżan? Trudno stwierdzić. Gdzieś poniżej, za nami została klasztorna zabudowa oraz wykute w skale kościoły i cele eremitów. Wokół, jest już tylko rozległa przestrzeń, niesamowity, surowy pejzaż i cisza. W tym miejscu rzeczywiście czuć bliskość Boga. Opuszczając WIELKI Kaukaz, myśleliśmy, że WIELKIE wrażenia mamy już za sobą. Stojąc na wzgórzu, zajętym przez zespół monastyrów Dawid Garedża, wiemy, że jest inaczej.

Uszguli, powrót do przeszłości pod dachem Gruzji

W Ushba Cafe wszystkie stoły są zajęte. Siedzimy za solidną, drewnianą ławą, czując błogie rozleniwienie, za sprawą opróżnionych niedawno talerzyków i półmisków z gruzińskimi specjałami. Obok nas biesiadują miejscowi. Ich stół zastawiony jest równie bogato. Chinkali, chaczapuri, mięsa, sałatki – spośród imponującej ilości wypełnionych nimi talerzy i miseczek, każdy wybiera to, na co ma ochotę. Kieliszka, a raczej szklaneczki czaczy nikt nie odmawia.

Chile, Park Narodowy Torres del Paine

W Parku Torres del Paine spędzamy kolejne dwa dni. Pierwszego, pozostajemy na kempingu w pobliżu hotelu Las Torres. A raczej pozostaje tam nasz namiot i sprzęt, a my we trójkę ruszamy w stronę Jeziora Nordenskjöld. Przez całą drogę towarzyszą nam rozległe, piękne panoramy i … słynny patagoński wiatr. Jego porywy unoszą i ciskają drobnymi kamyczkami, policzkują paskami plecaków, zrywają czapki. I to nie czapki z daszkiem, które mogłyby stawiać opór, ale takie, dobrze przylegające do głów. Cofamy się spory kawałek drogi, aby je znaleźć.

Argentyna, Ushuaia (rejs Kanałem Beagle)

Rozpędzający się katamaran, tnie wody zatoki, pozostawiając za sobą spienione fale i panoramę rozłożonej u podnóża gór Ushuai. Piękny widok i w dodatku początek serii jeszcze wspanialszych, a to dlatego, że właśnie rozpoczynamy rejs Kanałem Beagle. Będą kormorany, lwy morskie i najbardziej wyczekiwana atrakcja – pingwiny! A skoro mają być pingwiny, nie będzie to najkrótsza, 3 godzinna opcja rejsu. Na pokładzie katamaranu spędzimy dodatkowe 2 godziny.