Wszystkie posty umieszczone pod: EUROPA

Włochy. Apulia – co zobaczyć, najpiękniejsze miasteczka, plan podróży

Miasteczka o białej zabudowie i wąskich uliczkach pachnące rozwieszonym na balkonach praniem, barokowe miasta-perełki, osady z domkami trulli o stożkowatych dachach, a do tego – plaże w zatoczkach otoczone wysokimi klifami oraz niewielkie porty, gdzie rybacy sprzedają świeżo złowione ryby i owoce morza. Takie atrakcje w prawdziwie włoskim wydaniu oferuje południowy region Italii o nazwie Apulia (po włosku Puglia). Brzmi zachęcająco? Dodajcie jeszcze niską cenę biletów, jaką proponują tanie linie lotnicze kursujące z polskich miast do Bari oraz Brindisi w Apulii, a otrzymacie przepis na wspaniały kilkudniowy wypad lub dłuższą podróż po obcasie buta Półwyspu Apenińskiego. Podczas tej podróży będziecie mogli przenosić się z jednego urokliwego miasteczka regionu do drugiego, dogadzać kubkom smakowym lokalnymi specjałami, cieszyć się słońcem oraz widokiem turkusowych wód Adriatyckiego i Jońskiego morza.

Ukraina. Użhorod – co zobaczyć w stolicy Zakarpacia

Użhorod, stolica Zakarpacia – to nie to, co zabytkowy Lwów z jego gwarną atmosferą i niezliczoną ilością knajp. Po uciechach, jakie oferuje ten drugi, przyjazd do Użhorodu jest niczym zimny prysznic dla pobudzonych zmysłów i jałowa dieta dla kubków smakowych. Wystarczy jednak otrząsnąć się z hedonistycznej gorączki, jaką funduje Lwów i jego atrakcje w połączeniu z niskim kursem hrywny, by dostrzec uroki Użhorodu i samego Zakarpacia.

Ukraina, Lwów. Cmentarz Łyczakowski – jak zwiedzać lwowską nekropolię

CMENTARZ ŁYCZAKOWSKI we Lwowie to nekropolia wyjątkowa. Miejsce wiecznego spoczynku znalazło tu około 500 tysięcy osób, wśród nich ludzie zasłużeni dla polskiej nauki i kultury m.in. Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska, Artur Grottger, Stefan Banach czy Seweryn Goszczyński, oraz przedstawiciele polskich zrywów narodowościowych (głównie weterani insurekcji kościuszkowskiej, uczestnicy powstania listopadowego i styczniowego).

Ukraina. Lwów – co zobaczyć na miejscu.

Jak żadne inne miejsce, Lwów budzi wśród Polaków niezwykły sentyment. Już sama jego nazwa przywołuje obraz przedwojennego, rozśpiewanego  miasta oraz batiarów – wesołych łobuzów ze lwowskich przedmieść, bez grosza przy duszy ale z własnym kodeksem moralnym, kochających wolności, przyjaźni, oddaną kobietę i sam Lwów oczywiście.  Są obrazy związane ze Lwowem, są i dźwięki. Dźwięki najsłynniejszego lwowskiego szlagieru, w wykonaniu równie słynnej pary batiarów, czyli Szczepcia i Tońcia – Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tu? Tylko we Lwowie! W czym zatem tkwi urok Lwowa? Dla Polaków na pewno w sentymencie za miejscem utraconym. A poza tym: w pięknych zabytkach, fascynującej mieszance dawnych kultur, w swoistym kolorycie tego miejsca, w coraz bogatszej ofercie lokali gastronomicznych i miejsc noclegowych, oraz – przy obecnym kursie hrywny – w atrakcyjnych cenach. Decyzja o wizycie we Lwowie nie powinna być w tej sytuacji trudna. A skoro już zapadnie, warto dowiedzieć się co można, a nawet należy zobaczyć na miejscu.

Czechy. Beskid Śląsko-Morawski, Łysa Góra (Lysá hora) i wodospady Satiny

Wpatrzeni w spadającą ze skalnych progów wodę, mamy wrażenie, że trafiliśmy do zaczarowanej krainy elfów. Skaliste brzegi wodospadu porastają paprocie, omszałe głazy otaczają i wypełniają koryto Satiny – niewielkiej rzeki płynącej w pobliżu Łysej Góry, najwyższego szczytu Beskidu Śląsko-Morawskiego. Całkiem niedawno wygrzewaliśmy się na jego wierzchołku w licznym towarzystwie czeskich sąsiadów. Teraz, w chłodzie leśnego zakątka, zupełnie sami podziwiamy kolejny skarb tutejszej okolicy. Powoli czas naszego jednodniowego pobytu w tej części Beskidów, dobiega końca. Ponownie odjeżdżamy stąd, z zamiarem szybkiego powrotu w te strony.

Czechy. Beskid Śląsko-Morawski, góra Radhošt

Ostre promienie światła roztapiają śnieżną szadź, pokrywającą zewnętrzną ścianę drewnianej absydy. Boki budowli i jej skryty w cieniu front, nadal jednak zdobi biała, skrząca się powłoka. Zjawiskowa, lecz w obliczu słonecznego dnia niezwykle krucha zimowa szata, w jaką przystrojona jest kaplica św. Cyryla i Metodego, wkrótce zniknie.  Jak dobrze, że udało nam się zobaczyć to miejsce właśnie w takim wydaniu. Widok ten, to ukoronowanie przedpołudnia pełnego pięknych zimowych obrazów, które zapewniła nam jednodniowa wizyta u czeskich sąsiadów. A dokładnie wycieczka po Beskidzie Śląsko-Morawskim na górę Radhošt, związaną z legendami o pogańskim bogu Radegaście.

Czechy. Ołomuniec

Światło zachodzącego słońca jak zwykle robi swoje. Za jego sprawą elewacje kamienic wokół rynku, a przede wszystkim ceglasty dach ratusza ulokowanego w centrum, nabierają głębokich, ciepłych barw. Z wieży kościoła św. Maurycego ogarniamy wzrokiem panoramę czeskiego Ołomuńca, z pięknie prezentującym się z tej perspektywy Górnym Rynkiem, i widoczną w jego prawym rogu słynną kolumną Trójcy Przenajświętszej. Krótki, październikowy dzień rozpoczęty wizytą w krzyżackim zamku Bouzov, dobiega końca. Jeszcze tylko czosnkowa polévka* oraz smažený sýr w przytulnej, lokalnej knajpce i możemy wracać do domu. Powrotowi towarzyszy myśl, że Czechy to jednak kraj niedoceniony, który nie kończy się na Pradze. Myśl ta, szybko przeradza się w postanowienie – musimy częściej zaglądać do naszych południowych sąsiadów. O tak!

Czechy. Zamek Bouzov

Prognoza pogody dla Polski południowej nie daje nadziei na to, że zbliżająca się kolejna doba będzie słoneczna. Za to niecałe dwieście kilometrów dalej, u naszych czeskich sąsiadów, czas ten zapowiada się obiecująco. I tak w ostatni dzień października po dawkę złotej jesiennej aury, zabytkowej architektury i pięknych kadrów ruszamy na Morawy. A konkretnie na zamek Bouzov, będący dawną siedzibą Krzyżaków, oraz do historycznej stolicy regionu, Ołomuńca. Zanim przejdziemy do szczegółów, już teraz możemy powiedzieć jedno. Wspomniane łowy – mimo, że słonecznej pogodzie towarzyszył nieprzyjemny, zimny wiatr – śmiało zaliczamy do udanych!

Słowacja. Mała Fatra – Wielki Krywań, Pekelník i Chleb

Zimne podmuchy powietrza uderzają w nasze nieprzygotowane na tak gwałtowną zmianę temperatury ciała. Chwilę wcześniej (i jakieś 750 metrów poniżej miejsca, w którym się znajdujemy) wrześniowe słońce rozpieszczało nas pogodą, niczym w pełni lata. Teraz drżąc z zimna, wkładamy na siebie wszystko, co się tylko do tego nadaje i na co trafiamy w czeluściach naszych plecaków. Dopiero wtedy wychodzimy na taras. Atakują nas jeszcze silniejsze porywy wiatru. I piękna górska panorama. Górna stacja kolejki Vrátna – Chleb wraz z tarasem to bowiem miejsce, które oferuje wspaniałe widoki na tutejszą dolinę oraz szczyty Małej Fatry.