All posts filed under: GRUZJA

Gruzja. Wardzia i kompleks Wani – świat wykuty w skale

Krótki atak deszczu, ustępuje. Chroniąc się przed jego pierwszymi kroplami, systemem wewnętrznych tuneli docieramy do najwyżej położonych skalnych wnęk. Widok z tego miejsca jest niesamowity. Z góry patrzymy na otaczające kompleks wzgórza i nisze wykute w kamieniu naprzeciwko nas. Spoglądamy w kierunku, gdzie położona jest, niewidoczna z tego punktu Wardzia. Jeszcze niedawno byliśmy w tym gwarnym i tłocznym miejscu. Tu gdzie jesteśmy teraz, panuje całkowita cisza i spokój, a jedynymi osobami poza naszą czwórką, jest kilku małomównych, ukrytych w swych celach mnichów. Skalny kompleks Wani należy w tym momencie, niemal wyłącznie do nas.

Gruzja. Achalcyche i twierdza Rabati, czyli widoki jak z obrazka

Na zdjęciach w internecie wygląda, niczym komputerowa grafika. Patrząc na nią w realu, wciąż mamy wrażenie, przyglądania się nierzeczywistemu w swej perfekcji obrazowi. To skutek gruntownej odnowy, jaką objęta została 900-letnia cytadela Rabati w Achalcyche. Efekt tak dokładnego odrestaurowania zabytkowego kompleksu, może mieć swoich zwolenników i przeciwników. Ale, co tu dużo pisać – robi wrażenie.

Gruzja. Signagi – wizyta w najpiękniejszym miasteczku Zakaukazia

Czekamy i czekamy, patrząc niecierpliwie w dół stromej ścieżki ze schodami. Jeżeli mamy zdążyć na ostatnią marszrutkę, powinniśmy ruszać. W końcu przed nami trzykilometrowy spacer powrotny do dworca. Co jakiś czas na stopniach schodów, nie wiadomo jak daleko mających swój koniec, pojawia się kolejna, czerwona od wysiłku i zdyszana twarz. Ciągle jednak nie ta, na którą czekamy. W końcu jest. Radek, nasz wysłannik z misją specjalną, której ani on, ani my świadomi w pełni nie byliśmy. „Sprawdzę co tam jest na dole” zakończyło się bowiem dotarciem do źródła świętej Ninio w klasztorze Bodbe, niedaleko Signagi. I to w rekordowo szybkim czasie. Tam i z powrotem, gdzie tam równało się długości jednego kilometra.

Gruzja. Dawid Garedża, skarb przygranicznych pustkowi

W zasięgu wzroku nie widać żadnych zabudowań. Otaczający nas półpustynny, falisty krajobraz ciągnie się daleko, aż po horyzont. Czy to jeszcze Gruzja, czy już Azerbejdżan? Trudno stwierdzić. Gdzieś poniżej, za nami została klasztorna zabudowa oraz wykute w skale kościoły i cele eremitów. Wokół, jest już tylko rozległa przestrzeń, niesamowity, surowy pejzaż i cisza. W tym miejscu rzeczywiście czuć bliskość Boga. Opuszczając WIELKI Kaukaz, myśleliśmy, że WIELKIE wrażenia mamy już za sobą. Stojąc na wzgórzu, zajętym przez zespół monastyrów Dawid Garedża, wiemy, że jest inaczej.

Gruzja. Stepancmida (Kazbegi) – widok, którego ciągle mało

Przekroczyliśmy wysokość Rysów. Kościółek Cminda Sameba dawno pozostał w dole za nami. Widoki są piękne, choć główny punk górskiej panoramy, nie jest osiągalny dla naszych oczu. Potężny Kazbek, który tak wspaniale prezentował się rano, spowijają teraz gęste chmury. Planowaliśmy podejście do czoła lodowca Gergeti. Czasu jednak jest zbyt mało. Atrakcją tego trekkingu nie będzie zatem lodowiec, a możliwość spojrzenia z góry na klasztor Cminda Sameba, który z tej perspektywy prezentuje się… ach, brak słów. Czasu na rozmowę również. Musimy wracać. W końcu o 15.00 mamy umówiony transport do Tbilisi. Nasz kierowca – surowy, starszy pan, mieszkaniec Kazbegów, w pulowerze i kapeluszu – nie byłby zadowolony. Wierzcie nam, też nie chcielibyście mu się narażać.

Gruzja. Stepancminda (Kazbegi), spotkanie z dwiema pięknościami

Twarde zawieszenie terenówki, zadaje prawdziwe męki naszym siedzeniom. Raz po raz obijamy je, podskakując na wybojach i nierównościach, biegnącej zakosami gruntowej drogi. Nie ma rady. Na tak wymagającej trasie, sprawdzają się tylko terenowe auta – choć gruzińskie podejście do tego tematu, cechuje znacznie większa od naszej fantazja. Mimo wszystko samochody osobowe to prawdziwa rzadkość w tym miejscu. Częściej od nich spotkać można turystów, przemierzających szlak pieszo. Jutro dołączymy do ich grona.

Uszguli, powrót do przeszłości pod dachem Gruzji

W Ushba Cafe wszystkie stoły są zajęte. Siedzimy za solidną, drewnianą ławą, czując błogie rozleniwienie, za sprawą opróżnionych niedawno talerzyków i półmisków z gruzińskimi specjałami. Obok nas biesiadują miejscowi. Ich stół zastawiony jest równie bogato. Chinkali, chaczapuri, mięsa, sałatki – spośród imponującej ilości wypełnionych nimi talerzy i miseczek, każdy wybiera to, na co ma ochotę. Kieliszka, a raczej szklaneczki czaczy nikt nie odmawia.

Gruzja. Jeziorka Koruldi – niepozorny cel, wspaniały trekking

– Jak my zejdziemy, jeżeli on stąd nie odejdzie?! To pytanie pada kolejny raz z ust żeńskiej części naszej ekipy. Siedzimy na deskach sporej ambony z niesamowitym widokiem na okolicę. Przed nami rozłożona w dolinie Mestia, za nami wspaniała Uszba, inne kaukaskie szczyty wokół. A pod nami? Potężny byk uderzający raz po raz rogami w drewniane schody, umożliwiające zejście z platformy.

Gruzja. Mestia, czyli pierwszy dzień na swaneckiej ziemi

Nikt nie zasypuje nas ofertami hosteli lub transportu. Nikt nas nie zaczepia, o nic nie prosi, nie próbuje niczego sprzedać. Nie pada słynne „Heloł maj friend”. Jedna, pozbawiona natarczywości propozycja noclegu i spokój. Nasza czwórka (my plus para przyjaciół) stoi na placu w centrum Mestii, stolicy górskiej prowincji Swanetia. Właśnie dotarliśmy do pierwszego miejsca, z listy tych, które planujemy w Gruzji zobaczyć. Wokół nas toczy się senne, małomiasteczkowe życie.

Gruzja 2015 informacje praktyczne cz.II

W tej części – trasa naszej podróży po Gruzji. W punktach i z dokładnym informacjami jak dojechać, gdzie spać i jeść (lub nie). Trasa marzeń? Tak! Choć jednocześnie kompromis między ilością dni, jaką dysponowaliśmy na miejscu i tym wszystkim, co Gruzja ma do zaoferowania. A było w czym wybierać – wierzcie nam. Jak na bogactwo atrakcji, Gruzja to kraj stosunkowo mały. Dzięki temu w ciągu 11 dni pobytu, udało nam się zobaczyć naprawdę sporo. I wiecie co? Każde z odwiedzonych miejsc, zasłużyło na znalezienie się na naszej liście.