Ostatnio zamieszczone

Północna Etiopia. Bahyr Dar i rejs po jeziorze Tana

Śniadanie w cieniu potężnych, rozłożystych drzew, wśród tropikalnej roślinności hotelowego ogrodu. Barwne ptaki, na wyciągnięcie dłoni, wyjadające okruszki pieczywa z naszych talerzy. I wspaniały widok na wody Jeziora Tana, największego zbiornika wodnego w Etiopii, z którego początek bierze Nil Błękitny. Taki właśnie obraz, będący spełnieniem romantycznej wizji Afryki, noszonej w sercu przez prawie każdego z nas, funduje nam poranek w Bahyr Darze. Jest jak głęboki oddech po pobycie w przeludnionej, przytłaczającej Addis Abebie. Czytaj dalej

Północna Etiopia. Addis Abeba, i ciężki los ferendżi na abisyńskiej ziemi

Addis Abeba – nasz pierwszy, niełatwy kontakt z Etiopią. „Nowy Kwiat” (dosłowne tłumaczenie nazwy miasta, nadanej przez cesarza Menelika), z którym skojarzenie, jako ostatnie przyszłoby nam do głowy. Serce kraju, zaludnione do granic możliwości, brudne i brzydkie. Miejsce, gdzie jeszcze do niedawna teren luksusowego hotelu Sheraton, od rozległych slamsów, oddzielała jedynie ulica.  Metropolia aspirujące do roli nowoczesnej stolicy Unii Afrykańskiej, w której aleje z podświetlanymi, sztucznymi palmami, sąsiadują z zabudową skleconą z blachy i tektury. Czytaj dalej

Południowy Wietnam

Mekong – najdłuższa rzeka Półwyspu Indochińskiego tocząca swe brunatne wody od Wyżyny Tybetańskiej przez Chiny, Laos i Kambodżę, na terenie Wietnamu rozdziela się tworząc deltę, po czym kończy swój bieg w Morzu Południowochińskim. Ze względu na dziewięć odnóg Mekongu Wietnamczycy nazywają ten obszar – Deltą Dziewięciu Smoków. Nic dziwnego, że uznawane za symbol mądrości i siły smoki, zastępują nazwę rzeki, która dla miejscowych stanowi źródło życia. Krajobraz Delty to zieleń pól ryżowych, cień palm porastających brzegi wąskich kanałów, rybie farmy, domy na palach, wszechobecne łodzie i ich właściciele w stożkowych kapeluszach na głowach. To autentyczne i tętniące życiem miejsca, którymi niepodzielnie włada rzeka.

Czytaj dalej

Indonezja, wulkan Bromo

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Indonezyjska wyspa Jawa. Noc. W grupie osób z różnych zakątków świata, zmarznięci i niewyspani okupujemy wzniesienie, z którego o wschodzie słońca, będziemy mogli podziwiać krajobraz Gunung Bromo i sąsiadujących z nim wulkanów. Dotarliśmy tutaj po całodziennej jeździe minivanem z Yogyakarty, krótkim śnie w zapomnianym, górskim hoteliku, wspinaczce jeepem, a później pieszo, wąską ścieżką w całkowitych ciemnościach. Teraz, na chwilę przed świtem, wpatrujemy się w niewyraźne kształty, nieświadomi widoku, jaki skrywa noc. Wraz z pierwszymi promieniami słońca ukaże się nam jeden z najbardziej spektakularnych obrazów, jakie stworzyła Natura.

Punkt widokowy znajduje się bowiem na krawędzi pradawnego wulkanu Tengger, wewnątrz którego wśród Morza Piasków – jego piaszczystej i płaskiej kaldery  –  wyrastają 3 wulkaniczne stożki . W tle za nimi widnieje Semeru, najwyższy wulkan wyspy. Spośród ok. 100 wulkanów Jawy, nieprzypadkowo nazywanej Wyspą Ognia, właśnie to miejsce gwarantuje niezapomniany spektakl potężnych, nieujarzmionych sił Natury.
Wkrótce słońce ogrzeje zbocza wulkanów, a my zachwyceni widokiem, będziemy robić jedno zdjęcie za drugim, próbując uchwycić nieziemskie piękno tego miejsca.

To jednak nie koniec wrażeń. Z punktu widokowego, wysłużonymi jeepami zjeżdżamy na dół, by pieszo lub na prowadzonych przez miejscowych koniach, pokonać Morze Piasków, wspiąć się na zbocze krateru Gunung Bromo, poczuć zapach siarki i zajrzeć do jego buchającego dymem wnętrza.
Po  wyprawie konieczny jest prysznic. Nie tylko po to, by ochłonąć z wrażenia, ale by zmyć z siebie oblepiający każdy fragment ciała, wulkaniczny piach.

Boliwia, Salar de Uyuni

Salar de Uyuni – największe solnisko świata – zajmuje obszar ponad 10 tys. km² boliwijskiego płaskowyżu Altiplano. Ten ogromny, płaski niczym stół teren, pokrywa kilkumetrowa warstwa soli, przypominającej śnieżną skorupę. W porze deszczowej (listopad-marzec) zalany wodą salar, zamienia się w gigantyczne lustro, odbijając w swej tafli bezmiar boliwijskiego nieba. Czytaj dalej

Kambodża, Angkor

 

„Nie można umrzeć, nie zobaczywszy Angkoru”, te słowa rozbudzają wyobraźnię niejednego globtrotera. Przywołują obraz tajemniczych ruin, zagubionych wśród tropikalnej dżungli, do których ścieżki znają tylko nieliczni. Kuszą smakiem przygody w stylu Indiany Jonesa. Czy rzeczywiście, w Angkorze można poczuć się niczym odkrywca zaginionych cywilizacji? Czytaj dalej