All posts filed under: GÓRY

Beskid Żywiecki. Wielka i Mała Racza, Przełęcz Przegibek

W schronisku PTTK na Przegibku rozkoszujemy się nie tylko tutejszą doskonałą szarlotką, ale również uczuciem satysfakcji z miło spędzonego dnia. Byliśmy w tym miejscu zaledwie tydzień wcześniej, kończąc trasę, która obejmowała przejście Wielkiej Rycerzowej z niezapomnianym widokiem bacówki na pobliskiej hali. Już wtedy wiedzieliśmy, że wrócimy w te okolice. Powrót przyspieszyła piękna pogoda zapowiadana na kolejną sobotę. To dzięki niej, początek jesieni prezentował się w Beskidzie Żywieckim tak pięknie, a obrany na ten dzień cel wędrówki, czyli Wielka Racza, zafundowała nam bajecznie kolorowe widoki. Niespełna dwa dni później po polskiej złotej jesieni nie będzie już śladu.

Beskid Żywiecki. Mała i Wielka Rycerzowa, Przełęcz Przegibek

Nasze umazane jagodami usta, rozciągają się w szerokich uśmiechach. Racuchy serwowane w bacówce PTTK na Hali Rycerzowej to prawdziwy rarytas. Podobnie jak widoki, które Rycerzowa oferuje. Gdy tylko trafiliśmy na jej zdjęcia, było jasne, że musimy zobaczyć to miejsce na własne oczy i uwiecznić je na swoich fotkach. Plan na pierwszy jesienny weekend został ustalony. I wiecie co? Okazało się, że Beskid Żywiecki oraz jesień w pięknym, słonecznym wydaniu, to połączenie doskonałe.

Tatry. Granaty i Buczynowe Turnie – najbardziej widokowy odcinek Orlej Perci

Na horyzoncie, daleko przed nami, niebo płonie jeszcze czerwienią ostatnich promieni słońca. Zbocza gór z wyraźnym zarysem Giewontu okryła już czerń nocy. Światła Zakopanego i okolicznych wsi wesoło migoczą w dole po prawej stronie ścieżki prowadzącej z Boczania do Kuźnic. Po przeciwnej, jedyną odpowiedzią dla tej świetlnej mozaiki, jest ledwie widoczny księżycowy rożek. Kończący się tak wspaniałymi, pełnymi spokoju obrazami dzień w Tatrach, do spokojnych wcale nie należał. Wręcz przeciwnie – obfitował w wyzwania i emocje jak mało który. Nie ma się czemu dziwić – w końcu za cel naszej wędrówki obraliśmy jeden z odcinków Orlej Perci, a dokładnie przejście Granatów.

Bieszczady. Z Wołosatego przez Halicz, Krzemień i Bukowe Berdo

Pojawia się w zasięgu naszego wzroku, gdy schodzimy z Krzemienia. Bukowe Berdo – bo o nim mowa, przypomina smoczy grzbiet z okazałym wybrzuszeniem tuż przed nami i zwężającym się w oddali na zachodzie ogonem. Niczym łuski i kolce na smoczej skórze, grzbiet ten pokrywają liczne skałki oraz skalne wychodnie. Reszta to już sama łagodność. Fioletowe dzwonki wyrastające między głazami, srebrzące się w słońcu i poruszane wiatrem trawy, widok na zalesione pagórki jeden za drugim ciągnące się aż po horyzont. Schodząc z Bukowego Berda (ostatniego wzniesienia na rozpoczętej w Wołosatem 24-kilometrowej trasie), powtarzamy po raz kolejny  – Jak dobrze wrócić w Bieszczady!

Błatnia, wiosenno-zimowe starcie w Beskidzie Śląskim

Nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery – powtarzamy w myślach jak mantrę, opierając się szalejącej od kilku minut śnieżycy. Od początku wiedzieliśmy, że aura na zewnątrz nie będzie nas tego dnia rozpieszczać. Stąd zaplanowany, blisko 28 kilometrowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego, zamieniliśmy na górski spacer, za cel obierając Błatnią w Beskidzie Śląskim. Nie zrywając się zbyt wcześnie, wystawiliśmy w końcu nosy poza ciepłe lokum, wprost na świeżo zmoczone deszczem ulice Bielska-Białej.

Beskid Śląski. Szyndzielnia, Klimczok, Magura i widoki, aż po samiuśkie Tatry

Ośnieżone pasmo tatrzańskich szczytów widać stąd jak na dłoni. Niczym srebrzysta korona, zdobi łagodne beskidzkie grzbiety, falujące poniżej. Teraz już rozumiemy, skąd popularność nazwy tego wzniesienia w Bielsku-Białej i okolicy. I choć do tej pory, Klimczok, o którym mowa, kojarzył nam się przede wszystkim z pamiętającym czasy komuny domem handlowym w stolicy Podbeskidzia, za sprawą widzianej z jego szczytu panoramy Tatr, szybko trafił na listę gór w Beskidzie Śląskim, które podbiły nasze serca.

W Walentynki zabierz mnie w Tatry

Dobrze wiemy, że o związek dbać należy każdego dnia, a czułość okazywać sobie nie tylko od święta. Wiemy to, a nawet praktykujemy od lat. Tym bardziej lubimy celebrować każdą sprzyjającą byciu razem okazję. Jak chociażby lutowe Walentynki. Szczególnie, gdy Dzień Zakochanych można spędzić nie tylko z bliską osobą, ale i wśród bliskich sercu widoków. W naszym przypadku, plan na ten właśnie dzień był prosty. Ruszamy w Tatry.

Czantoria Wielka – powrót na Główny Szlak Beskidzki

Mijamy osoby na biegówkach, deskach snowboardowych, nawet dziewczynę na zjazdowym jabłuszku. A my co? Maszerujemy w trekkingowych butach na nogach, zapadając się momentami po kolana w lekkim, białym puchu. W tak tradycyjny sposób zbliżamy się do Czantorii Wielkiej, drugiego po Równicy szczytu na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzić z Czantorii będziemy również bez sprzętów ułatwiających ten proces. Bo po co się spieszyć, gdy wkoło śnieżna sceneria niczym z bajki. Tak, tak Królowa Zima w końcu zawitała do Beskidu Śląskiego, hojnie przystrajając w biel tutejsze buki, świerki i górskie ścieżki.

Tatry. Rusinowa Polana i Gęsia Szyja, czyli początek nowego roku z pięknymi widokami

Od dobrej pół godziny na szczycie nie ma oprócz nas nikogo. Uwielbiamy to uczucie. Dla niego jesteśmy zdolni do różnych poświęceń. Takich jak wczesna pobudka i wystawienie nosa poza ciepły zakopiański dom naszych przyjaciół. Jest drugi dzień nowego roku. Słupek rtęci spadł do minus szesnastu kresek. Na Rusinowej Polanie co prawda spotkaliśmy jedną parę, za to Gęsia Szyja i roztaczające się z niej widoki, są od dłuższego czasu wyłącznie nasze. Sytuacja nie do wyobrażenia w sezonie letnim, lub o późniejszej porze. Jesteśmy tego pewni.

Tatry. Trzydniowiański i Kończysty Wierch – sposób na ochłodzenie przedsylwestrowej gorączki

Siwa Polana u wylotu Doliny Chochołowskiej, dobrze znana zarówno nam jak i większości odwiedzających Tatry turystów, powoli wyłania się z objęć nocy. Do wschodu słońca zostało ponad pół godziny. Jest już jednak wystarczająco jasno, by móc cieszyć oczy znajomymi widokami. Z drugiej strony, jak najszybciej chcemy pokonać prowadzącą do schroniska trasę. Nie jest ona głównym celem naszej wędrówki. Przy rozdrożu, jakieś 20 minut drogi przed budynkiem PTTK, opuścimy ją, kierując się w lewo, by czerwonym szlakiem ruszyć na Trzydniowiański, a następnie zielonym na Kończysty Wierch. Tak zamierzamy spędzić przedostatni dzień mijającego roku. I nawet, szczypiący w policzki i nosy kilkunastostopniowy mróz, nie może pokrzyżować nam tych planów.