GÓRY
komentarzy 5

Tatry Zachodnie. Przez Ornak na Siwy Zwornik

Kawa, sączona z metalowych kubków smakuje wyjątkowo, choć miejsce oraz warunki, w jakich ją przygotowaliśmy i pijemy, są dość nietypowe. Gorący, słodki napój krzepi nasze zmarznięte i przewiane ciała. Przed chwilą bez opamiętania, mimo silnych porywów wiatru, uwiecznialiśmy na zdjęciach niezwykły widok roztaczający się z Siwego Zwornika. Zimą byłby po prostu piękny, ale biorąc pod uwagę fakt, że kalendarzowa jesień gości u nas niecały miesiąc – widok ten wywołuje szczery zachwyt. Tak cudnej, białej panoramy ze szczytami Błyszcza z jednej, i Starorobociańskiego Wierchu z drugiej strony, nie widzieliśmy dawno. Podziwiamy ją z przerwami – momentami znika bowiem całkowicie w śnieżnej zadymce. Z miejsca, w którym jesteśmy, chętnie poszlibyśmy dalej, na najwyższy ze szczytów Tatr Zachodnich, niestety czasu jest zbyt mało. Zanim ruszymy w powrotną drogę, odpoczywamy w miejscu osłoniętym od wiatru, schodząc kilka kroków poniżej przełęczy Liliowy Karb. To właśnie tam delektujemy się wspomnieniami oglądanych przed chwilą obrazów, a także słodką, rozgrzewającą nasze zmarznięte ciała, kawą.

Startujemy rano, z parkingu przed wejściem do Doliny Chochołowskiej. Nasze przywiązane do plecaków raki pobrzękują od czasu do czasu. Kto by się spodziewał, że tak szybko wyciągniemy je z szafy. Przecież mamy dopiero połowę października. W dodatku miesiąc rozpoczął się piękną, słoneczną aurą, z której uroków ochoczo korzystaliśmy w Beskidzie Żywieckim na Wielkiej Raczy. Gdy jednak kilka dni później nastąpiło załamanie pogody i pojawiły się informacje o opadach śniegu w górach, przyjęliśmy je radośnie, wiedząc że czas ruszyć w Tatry.

Siwa Polana, Polana Huciska i Dolina Dudowa. Dobrze znane miejsca, przez które od parkingu przed wejściem do Doliny Chochołowskiej, prowadzi szlak zielony. Po półtorej godziny dreptania docieramy do punktu, w którym należy odbić w lewo. Przez około 10 minut szlak żółty łączy się na tym odcinku z czarnym. Ostatecznie to jednak ten pierwszy będzie nam towarzyszył dalej, aż do Iwanickiej Przełęczy. Poza nim towarzyszy nam dodatkowo nieciekawy widok związany z wycinką drzew, przeszkody w postaci powalonych pni, a także błoto.

Im wyżej, tym błoto ustępuje miejsca śniegowi. Początkowo jest go niewiele. Gdy jednak rozpoczynamy wspinaczkę po wielkich głazach tworzących swoiste, ostro pnące się w górę schody, stopniowo wkraczamy do prawdziwie zimowej krainy. Kamienny szlak prowadzi przez las. Tutejsze drzewa przystrojone są białymi, ciężkimi okryciami. Niestety, jest dosyć ciepło i topniejący śnieg, niczym nieregularny deszcz, kapie nam na głowy. Ale co tam, z jego widoku i tak cieszymy się jak dzieci. Po półtorej godziny podejścia od ostatniego postoju przy rozwidleniu szlaków, cieszymy się jeszcze bardziej, docierając do miejsca z tablicą informującą nas, że oto jesteśmy na Przełęczy Iwanickiej (1459 m n.p.m.).

Stąd znów kierujemy się zielonym kolorem szlaku. Początkowo dalej przez las, momentami dróżką wśród zarośli, wychodzimy w końcu na otwartą przestrzeń. Zaczynają się schody. Dosłownie i w przenośni. Kamienne stopnie ścieżki ostro startują w górę. Wspinaczki nie ułatwia zalegający na drodze śnieg. Podejście jest forsowne, ale wynagradzają je, z każdym pokonywanym odcinkiem piękniejsze i bardziej rozległe widoki. Przyprószona śniegiem górska panorama i zalegające poniżej szczytów mgiełki wyglądają bajecznie. Zachwycamy się tymi obrazami, podczas krótkich postojów na złapanie oddechu. Wtedy jeszcze nie wiemy, że prawdziwe cuda dopiero na nas czekają.

Po ponad godzinie mozolnej wspinaczki osiągamy grań. Stąd to dopiero są widoki – od Ciemniaka do Kamienistej z lewej, z Bystrą i Starorobociańskim Wierchem na wprost. Tu nie mówimy już o przyprószonych śniegiem szczytach. Dookoła nas jest biało. Całkowicie, bajecznie biało.

Zachwyceni tym co widzimy, pokonujemy kolejne odcinki szlaku. Wędrując szerokim grzbietem dochodzimy do Ornaku (1854 m n.p.m.). Miło, że tu dotarliśmy. Jednak nasz wzrok wciąż kieruje się w stronę potężnego wierzchołka Starorobociańskiego. Gdyby tak udało się wejść na jego szczyt. Spróbujmy.

Ruszamy w stronę Siwej Przełęczy (1812 m n.p.m.), następnie Liliowy Karb (1959 m n.p.m.) i Siwy Zwornik (1965 m n.p.m.). Wyliczyć te miejsca nie jest trudno, ale już pokonanie odcinków pomiędzy nimi w prawdziwie zimowych warunkach, przy słabo przetartym szlaku, do łatwych nie należy. Nasze czasy przejścia w stosunku do podanych na mapie zaczynają się wydłużać. Wspomniana na początku sesja zdjęciowa na Siwym Zworniku do krótkich również nie należy. Wtedy jednak wiemy już, że na Starorobociański (2176 m n.p.m.) nie wystarczy nam czasu. Decyzję o rezygnacji z wejścia na jego wierzchołek, ułatwia śnieżna zadymka, w której szczyt i jego okolica dosłownie znikają nam sprzed oczu. Pod powiekami jednak wciąż mamy ten wspaniały obraz. Pozostaje nam jego wspomnienie, kawa i powrót do punktu, z którego rozpoczęliśmy dzisiejszą wędrówkę.

Czarny szlak do Doliny Starorobociańskiej odchodzi z Siwej Przełęczy. To nim, a raczej jego nowo wytyczoną wersją, schodzimy w dół. Ruszamy śladami tych, którzy przed nami wybrali tę opcję trasy, nie do końca jednak trzymając się zasypanego szlaku. Podążając widocznymi na śniegu tropami, niekiedy zapadamy się po kolana w białym puchu. W końcu osiągamy bezpieczny, mniej stromy i zaśnieżony teren. Adrenalina stopniowo spada, pojawia się zmęczenie. Cały czas w głowie kołacze się jednak ta sama myśl. Musimy tu wkrótce wrócić. Wrócić, i spojrzeć na Tatry Zachodnie z ich najwyższego po polskiej stronie, szczytu.

5 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s