2016 rok, tradycyjnie rozpoczęty przez nas w Zakopanem, w otoczeniu przyjaciół i ukochanych Tatr, trwa już dobrych kilka dni. W ciągu tych kilku dni, w oczywisty sposób wspominamy wszystko to, co wydarzyło się w minionych 12 miesiącach.
Miło jest wracać pamięcią do wspaniale spędzonych chwil. Nie da się ukryć, że najlepsze z nich, w naszym przypadku, związane były z podróżami. Tymi dalekimi i tymi na mniejszą skalę. Bo o ile kiedyś, do podróżniczej satysfakcji potrzebne były nam palmy, złocisty piasek i egzotyczne klimaty, o tyle ostatnio doceniamy coraz bardziej urok bliskich zakątków. I nie chodzi nam jedynie o odległość, ale i swojskość krajobrazu. Uzależnieni od emocji, jakie towarzyszą odkrywaniu nowych miejsc, nie potrafimy już czekać, od jednej do drugiej podróży, na kolejną porcję wrażeń. Nie potrafimy, ale i nie musimy. Znaleźliśmy bowiem coś, co skutecznie wypełnia lukę w przerwie między wyjazdami, dostarczając jednocześnie solidnej dawki zachwytu i satysfakcji.
Pisząc wprost, pokochaliśmy górskie wędrówki (mimo, że jeszcze kilka lat temu, wejście na Nosal, było dla nas wyzwaniem). Fakt, że mieszkamy na południu Polski, bardzo ułatwia realizację nowej pasji. Powoli, nawet zimowe warunki w górach, przestają nam być straszne. A to oznacza, że nie musimy już niecierpliwie czekać na rozpoczęcie trekkingowego sezonu. Bo trwa on bez przerwy. I jeszcze ta nowa odsłona gór w śnieżnej scenerii. Coś pięknego!
Wracając do głównego wątku. Miniony rok, to dwie fantastyczne podróże – do Ameryki Południowej i Gruzji. W obu, górskich krajobrazów nie brakowało. Czas pomiędzy wyjazdami, wypełniły nam z kolei wędrówki po polskich górach. Patrząc wstecz, możemy zatem śmiało powiedzieć, że 2015 to był górski rok. Czyli, dobry rok!
Jak zwykle zdjęcia z podróży, są dla nas tym, co najlepiej przywołuje miłe wspomnienia. Nie chcemy podsumowywać w liczbach i zestawieniach minionego roku. Chętnie za to, raz jeszcze powrócimy do zamkniętych w kadrze miejsc, które mieliśmy okazję zobaczyć. I chętnie, zanurzymy się ponownie we wspomnieniach, jakie ze sobą niosą. Chcecie nam towarzyszyć w tej podróży przez 2015 rok?
Zeszłoroczne, podróżnicze plany zaczęliśmy realizować bardzo szybko. Już w lutym wyruszyliśmy na ponad trzytygodniową wyprawę do Ameryki Południowej, czyli Kordylierę Patagońską plus. Rejon Kordyliery Patagońskiej stanowił główny punkt wyprawy, plus oznaczał miejsca, które odwiedziliśmy dodatkowo. Patagonię połączyliśmy bowiem z krótkim pobytem w Andaluzji, zwiedzaniem dwóch niezwykłych metropolii: Rio de Janeiro i Buenos Aires oraz podziwianiem wodospadów Iguazu.
W tej podróży przyroda odegrała główną rolę, a „ochy” i „achy” nad cudami natury towarzyszyły nam każdego dnia wędrówki.
Druga połowa roku to kolejna podróż. Tym razem z parą przyjaciół, a nie w naszym trzyosobowym składzie. Cel wyjazdu – Gruzja. Silamazis Georgia, czyli piękna Gruzja.
Wrażenia z pobytu w tym kraju, przerosły nasze oczekiwania. Na miejscu, mimo niepełnych dwóch tygodni czasu, jakimi dysponowaliśmy, udało nam się zobaczyć naprawdę sporo. A to co zobaczyliśmy – widok na Uszbę, Szcharę i Kazbek, krajobrazy wokół klasztoru Dawid Garedża oraz skalny kompleks Vanis Kvabi – zapamiętamy na długo.
Czas pomiędzy zeszłorocznymi podróżami to przede wszystkim wędrówki po polskich górach. Zaczęliśmy w maju od Pienin i wizyty w Szczawnicy. Słynna sosna na Sokolicy (747 m n.p.m.) i niesamowicie malowniczy krajobraz przełomu Dunajca, urzekły całą naszą trójkę.
Kolejny miesiąc to spotkanie z Diablakiem (1725 m n.p.m.), w masywie Babiej Góry. Spotkanie, w naszym przypadku, nie pierwsze. Diablak ma bowiem w sobie prawdziwie diabelski urok, który każe do niego wracać. A my chętnie temu przymusowi ulegamy.
Na Babiej Górze również pojawiliśmy się w pełnym, trzyosobowym składzie. Kolejne górskie szlaki, ze względu na stopień trudności, lub wybór innych zajęć przez naszą córkę, przeszliśmy już tylko we dwoje.
W czerwcu zrobiliśmy to, do czego przymierzaliśmy się przez dłuższy czas. Weszliśmy od polskiej strony na Rysy (2499 m n.p.m.).
To był wymagający, wspaniały trekking, przy cudownej pogodzie i z fantastycznymi widokami. Jeden z najlepszych dni minionego roku.
Lipiec. Znów wróciliśmy w Tatry. Naszym celem były Czerwone Wierchy. Bardzo… zielone o tej porze roku. Wędrówka od Kasprowego Wierchu po Ciemniak (2096 m n.p.m.), to kolejny wspaniały trekking i cudownie spędzony czas.
Wejście na Rysy, rozbudziło w nas chęć zmierzenia się z kolejnym wyzwaniem. Wybór górskiego celu był prosty – Orla Perć. W sierpniowy ranek wyruszyliśmy ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów w stronę Zawratu. Ze względu na niepewną pogodę, Orlą Percią przeszliśmy jedynie odcinek między Zawratem, a Kozią Przełęczą. Dokończenie szlaku, to oczywiście zadanie na trwający od kilku dni 2016 rok.
Był niezapomniany zachód i wschód słońca nad połoninami. Nocleg w schronisku bez wody i elektryczności. Rozgwieżdżone niebo i ciepłe noce. Była Połonina Wetlińska, Caryńska i Tarnica(1346 m n.p.m.). Krótko pisząc – były Bieszczady. Przez trzy cudownie spędzone, sierpniowe dni.
Jesienią zeszłego roku odkryliśmy Beskid Śląski – naturalny kierunek, od kiedy poza Krakowem, naszym domem stała się Bielsko-Biała. W pierwszej kolejności ruszyliśmy na najwyższy szczyt tego pasma, Skrzyczne (1257 m n.p.m.). Cudownie spędzony wrześniowy dzień. I jeszcze to miłe uczucie, że tak piękne miejsca, mamy teraz w zasięgu krótkiej przejażdżki.
Buki i brzozy w pełnej palecie jesiennych kolorów. Złocisty dywan pokrywający ścieżkę i szeleszczące pod nogami liście. Październikowa wędrówka na górę Żar i Kiczerę, w takich okolicznościach przyrody, to była czysta przyjemność.
Gdy w listopadzie w miastach rządziła szaro-bura jesień, ruszyliśmy ponownie w Beskid Śląski, w poszukiwaniu pierwszego śniegu. I znaleźliśmy go całkiem sporo, na szlaku i szczycie Baraniej Góry (1220 m n.p.m.).
W grudniu, na kilka dni przed rozpoczęciem kalendarzowej zimy, weszliśmy na Równicę (884 m n.p.m.), rozpoczynając w ten sposób przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Kazimierza Sosnowskiego. Po śnieżnej scenerii nie było już śladu, a my wystawiając twarze do słońca, zastanawialiśmy się, co z tą zimą.
Zima jednak przyszła. Tuż przed końcem roku. Może nie sypnęła obficie śniegiem, ale za to słupek rtęci spadł do minusowych temperatur.
W dniu poprzedzającym Sylwestra, przed świtem, przy 12 stopniowym mrozie wyjechaliśmy w kierunku Doliny Chochołowskiej. Z Siwej Polany ruszyliśmy w stronę Trzydniowiańskiego, a potem Kończystego Wierchu (2002 m n.p.m.). Dzień był mroźny i słoneczny, a widoki, jak zwykle wspaniałe. Końcówkę minionego roku spędziliśmy w otoczeniu tatrzańskich szczytów. Właściwy akcent na zakończenie górskiego 2015 roku.
Już drugiego stycznia ponownie byliśmy w górach. To chyba dobry znak dla rozpoczynającego się, kolejnego roku, prawda?
Z życzeniami wspaniałych chwil w 2016,
Marta & Sławek & Zuza
Cudowny rok!!!! Jednak przyroda i góry to jest to! Najpiękniejsze!!!!
Dokładnie tak 🙂
Udany to był rok.
A zdjęcia zachwycają – patrzę na nie od dłuższego czasu i jeszcze się nie nasyciłem…
Miło bardzo. Witamy u nas 🙂