Wszystkie posty otagowane: Główny Szlak Beskidzki

Przełęcz Kubalonka-Barania Góra-Węgierska Górka, czyli powitanie wiosny na Głównym Szlaku Beskidzkim

Ciemne okulary chronią nas przed ostrymi promieniami słońca. Osłaniając oczy, jednocześnie zachłannie wystawiamy twarze na działanie ich rozgrzewającego strumienia, za którym tak tęskniliśmy w czasie zimowych miesięcy. Przed nami na drewnianej ławie stoją talerze doskonałej zupy czosnkowej i pyszne ciasta. Posilić się warto, w końcu czeka nas godzinne podejście na szczyt Baraniej Góry i dalsze cztery godziny wędrówki do Węgierskiej Górki. Tak, tak ponownie zawitaliśmy do schroniska Przysłop, wygrzewając stęsknione za słońcem ciała na jego betonowym tarasie. Poprzednio, drugi co wysokości szczyt Beskidu Śląskiego, był dla nas celem wędrówki samym w sobie. Tym razem traktujemy go, jako etap 25 kilometrowego odcinka Głównego Szlaku Beskidzkiego, z Przełęczy Kubalonka po Węgierską Górkę, który zaplanowaliśmy na pierwszy, bardzo wiosenny weekend kwietnia.

Czantoria Wielka – powrót na Główny Szlak Beskidzki

Mijamy osoby na biegówkach, deskach snowboardowych, nawet dziewczynę na zjazdowym jabłuszku. A my co? Maszerujemy w trekkingowych butach na nogach, zapadając się momentami po kolana w lekkim, białym puchu. W tak tradycyjny sposób zbliżamy się do Czantorii Wielkiej, drugiego po Równicy szczytu na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzić z Czantorii będziemy również bez sprzętów ułatwiających ten proces. Bo po co się spieszyć, gdy wkoło śnieżna sceneria niczym z bajki. Tak, tak Królowa Zima w końcu zawitała do Beskidu Śląskiego, hojnie przystrajając w biel tutejsze buki, świerki i górskie ścieżki.

2015 – to był górski rok!

2016 rok, tradycyjnie rozpoczęty przez nas w Zakopanem, w otoczeniu przyjaciół i ukochanych Tatr, trwa już dobrych kilka dni. W ciągu tych kilku dni, w oczywisty sposób wspominamy wszystko to, co wydarzyło się w minionych 12 miesiącach. Miło jest wracać pamięcią do wspaniale spędzonych chwil. Nie da się ukryć, że najlepsze z nich, w naszym przypadku, związane były z podróżami. Tymi dalekimi i tymi na mniejszą skalę. Bo o ile kiedyś, do podróżniczej satysfakcji potrzebne były nam palmy, złocisty piasek i egzotyczne klimaty, o tyle ostatnio doceniamy coraz bardziej urok bliskich zakątków. I nie chodzi nam jedynie o odległość, ale i swojskość krajobrazu. Uzależnieni od emocji, jakie towarzyszą odkrywaniu nowych miejsc, nie potrafimy już czekać, od jednej do drugiej podróży, na kolejną porcję wrażeń. Nie potrafimy, ale i nie musimy. Znaleźliśmy bowiem coś, co skutecznie wypełnia lukę w przerwie między wyjazdami, dostarczając jednocześnie solidnej dawki zachwytu i satysfakcji.

Równica – inauguracja (przed)noworocznego postanowienia

Przecinania wstęgi, ani szampana nie było. Były za to pierogi z borówkami w klimatycznej „Kolibie pod Czarcim Kopytem”. Doskonałe, jak te serwowane w pensjonacie „Marzanna” w pobliżu Nosala (a takie porównanie, oznacza najwyższą pozycję w naszym kulinarnym rankingu). Była też pogoda – na trzy dni przed rozpoczęciem kalendarzowej zimy – zupełnie niezimowa. Temperatura i słońce, niczym w najlepszym momencie polskiej złotej jesieni. A przede wszystkim była Równica (884 m n.p.m.), pierwszy fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Kazimierza Sosnowskiego. I właśnie przejście tego szlaku, obraliśmy za cel, który chcemy realizować odcinek po odcinku w najbliższym okresie. W końcu zbliża się czas noworocznych postanowień. Górskiego akcentu zabraknąć w nich nie mogło.