Wszystkie posty otagowane: beskid śląski

Błatnia, wiosenno-zimowe starcie w Beskidzie Śląskim

Nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery – powtarzamy w myślach jak mantrę, opierając się szalejącej od kilku minut śnieżycy. Od początku wiedzieliśmy, że aura na zewnątrz nie będzie nas tego dnia rozpieszczać. Stąd zaplanowany, blisko 28 kilometrowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego, zamieniliśmy na górski spacer, za cel obierając Błatnią w Beskidzie Śląskim. Nie zrywając się zbyt wcześnie, wystawiliśmy w końcu nosy poza ciepłe lokum, wprost na świeżo zmoczone deszczem ulice Bielska-Białej.

Przełęcz Kubalonka-Barania Góra-Węgierska Górka, czyli powitanie wiosny na Głównym Szlaku Beskidzkim

Ciemne okulary chronią nas przed ostrymi promieniami słońca. Osłaniając oczy, jednocześnie zachłannie wystawiamy twarze na działanie ich rozgrzewającego strumienia, za którym tak tęskniliśmy w czasie zimowych miesięcy. Przed nami na drewnianej ławie stoją talerze doskonałej zupy czosnkowej i pyszne ciasta. Posilić się warto, w końcu czeka nas godzinne podejście na szczyt Baraniej Góry i dalsze cztery godziny wędrówki do Węgierskiej Górki. Tak, tak ponownie zawitaliśmy do schroniska Przysłop, wygrzewając stęsknione za słońcem ciała na jego betonowym tarasie. Poprzednio, drugi co wysokości szczyt Beskidu Śląskiego, był dla nas celem wędrówki samym w sobie. Tym razem traktujemy go, jako etap 25 kilometrowego odcinka Głównego Szlaku Beskidzkiego, z Przełęczy Kubalonka po Węgierską Górkę, który zaplanowaliśmy na pierwszy, bardzo wiosenny weekend kwietnia.

Beskid Śląski. Szyndzielnia, Klimczok, Magura i widoki, aż po samiuśkie Tatry

Ośnieżone pasmo tatrzańskich szczytów widać stąd jak na dłoni. Niczym srebrzysta korona, zdobi łagodne beskidzkie grzbiety, falujące poniżej. Teraz już rozumiemy, skąd popularność nazwy tego wzniesienia w Bielsku-Białej i okolicy. I choć do tej pory, Klimczok, o którym mowa, kojarzył nam się przede wszystkim z pamiętającym czasy komuny domem handlowym w stolicy Podbeskidzia, za sprawą widzianej z jego szczytu panoramy Tatr, szybko trafił na listę gór w Beskidzie Śląskim, które podbiły nasze serca.

Beskid Śląski. Soszów i Stożek Wielki, czyli dwa przytulne schroniska, zachód słońca i wędrówka w ciemnościach

Światła czołówek ślizgają się, to po wydeptanej w śniegu ścieżce, to po gęstym szpalerze świerkowych pni z obu jej stron. Mija półtorej godziny od zachodu słońca. Liczyliśmy, że o tej porze zejdziemy już ze szlaku i spokojnie dotrzemy na parking, a stamtąd autem w stronę domu. Nic z tego. Jesteśmy w lesie. Dosłownie. W dodatku na naszej drodze pojawiają się kłody. I to nie w przenośni. Po prostu, powalone pnie drzew tarasują ścieżkę. No tak, skoro początek dnia na szlaku, zaczął się z przeszkodami, to i koniec musi być podobny. Ale – zdradzimy to już teraz – wszystko pomiędzy, było fantastyczne. Naprawdę.

Czantoria Wielka – powrót na Główny Szlak Beskidzki

Mijamy osoby na biegówkach, deskach snowboardowych, nawet dziewczynę na zjazdowym jabłuszku. A my co? Maszerujemy w trekkingowych butach na nogach, zapadając się momentami po kolana w lekkim, białym puchu. W tak tradycyjny sposób zbliżamy się do Czantorii Wielkiej, drugiego po Równicy szczytu na trasie Głównego Szlaku Beskidzkiego. Schodzić z Czantorii będziemy również bez sprzętów ułatwiających ten proces. Bo po co się spieszyć, gdy wkoło śnieżna sceneria niczym z bajki. Tak, tak Królowa Zima w końcu zawitała do Beskidu Śląskiego, hojnie przystrajając w biel tutejsze buki, świerki i górskie ścieżki.

2015 – to był górski rok!

2016 rok, tradycyjnie rozpoczęty przez nas w Zakopanem, w otoczeniu przyjaciół i ukochanych Tatr, trwa już dobrych kilka dni. W ciągu tych kilku dni, w oczywisty sposób wspominamy wszystko to, co wydarzyło się w minionych 12 miesiącach. Miło jest wracać pamięcią do wspaniale spędzonych chwil. Nie da się ukryć, że najlepsze z nich, w naszym przypadku, związane były z podróżami. Tymi dalekimi i tymi na mniejszą skalę. Bo o ile kiedyś, do podróżniczej satysfakcji potrzebne były nam palmy, złocisty piasek i egzotyczne klimaty, o tyle ostatnio doceniamy coraz bardziej urok bliskich zakątków. I nie chodzi nam jedynie o odległość, ale i swojskość krajobrazu. Uzależnieni od emocji, jakie towarzyszą odkrywaniu nowych miejsc, nie potrafimy już czekać, od jednej do drugiej podróży, na kolejną porcję wrażeń. Nie potrafimy, ale i nie musimy. Znaleźliśmy bowiem coś, co skutecznie wypełnia lukę w przerwie między wyjazdami, dostarczając jednocześnie solidnej dawki zachwytu i satysfakcji.

Równica – inauguracja (przed)noworocznego postanowienia

Przecinania wstęgi, ani szampana nie było. Były za to pierogi z borówkami w klimatycznej „Kolibie pod Czarcim Kopytem”. Doskonałe, jak te serwowane w pensjonacie „Marzanna” w pobliżu Nosala (a takie porównanie, oznacza najwyższą pozycję w naszym kulinarnym rankingu). Była też pogoda – na trzy dni przed rozpoczęciem kalendarzowej zimy – zupełnie niezimowa. Temperatura i słońce, niczym w najlepszym momencie polskiej złotej jesieni. A przede wszystkim była Równica (884 m n.p.m.), pierwszy fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Kazimierza Sosnowskiego. I właśnie przejście tego szlaku, obraliśmy za cel, który chcemy realizować odcinek po odcinku w najbliższym okresie. W końcu zbliża się czas noworocznych postanowień. Górskiego akcentu zabraknąć w nich nie mogło.

Beskid Śląski. W poszukiwaniu pierwszego śniegu, czyli wejście na Baranią Górę

Oblepione ciężkim, wilgotnym śniegiem gałęzie, łączą się, tworząc nad naszymi głowami biały okap. Pokryte cienką warstwą lodu kamienie lśnią na ścieżce, obok której płynie górski potok, a przystrojone w biel świerki, sięgają swymi koronami błękitu nieba. Brakuje tylko fauna Tumnusa, z czerwonym szalikiem wokół szyi. Zaraz, zaraz. Sceneria dookoła nas faktycznie jest baśniowa, ale to nie Narnia. Jesteśmy w Beskidzie Śląskim, na szlaku prowadzącym w stronę Baraniej Góry, drugiego co do wysokości szczytu w tym paśmie gór. Mamy połowę listopada. W miastach rządzi szaro-bura jesień, a tu w górach jest już biało. I chociaż w ciągu zimy, śnieg z pewnością nam się znudzi, w tym momencie cieszymy się z niego jak dzieci.

Beskid Śląski, Skrzyczne

SKRZYCZNE – BESKID ŚLĄSKI Z NAJWYŻSZEJ (GÓRSKIEJ) PÓŁKI Złociste trawy poruszane wiatrem, samotne świerki i otwierające się raz po raz rozległe panoramy. Od Skrzycznego po Przełęcz Salmopolską naszemu jesiennemu wędrowaniu, towarzyszyły takie właśnie widoki.