GÓRY, GSB
komentarze 2

Równica – inauguracja (przed)noworocznego postanowienia

Przecinania wstęgi, ani szampana nie było. Były za to pierogi z borówkami w klimatycznej „Kolibie pod Czarcim Kopytem”. Doskonałe, jak te serwowane w pensjonacie „Marzanna” w pobliżu Nosala (a takie porównanie, oznacza najwyższą pozycję w naszym kulinarnym rankingu).

Była też pogoda – na trzy dni przed rozpoczęciem kalendarzowej zimy – zupełnie niezimowa. Temperatura i słońce, niczym w najlepszym momencie polskiej złotej jesieni.

A przede wszystkim była Równica (884 m n.p.m.), pierwszy fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Kazimierza Sosnowskiego.

I właśnie przejście tego szlaku, obraliśmy za cel, który chcemy realizować odcinek po odcinku w najbliższym okresie. W końcu zbliża się czas noworocznych postanowień. Górskiego akcentu zabraknąć w nich nie mogło.

Od kiedy jedną nogą jesteśmy w Krakowie, a drugą w Bielsku-Białej, poza Tatrami, naszym ukochanym miejscem górskich wędrówek, w sposób naturalny pojawił się nowy cel trekkingu. Beskid Śląski. Nie tak majestatyczny i wymagający jak Tatry, jednak pełen urokliwych miejsc i łagodnych, rozległych pejzaży.

Zaczęliśmy od najwyższych szczytów tego pasma: Skrzycznego i Baraniej Góry. Teraz przyszedł czas na bardziej systematyczne i zaplanowane poznawanie okolicy. To tutaj bowiem startuje najdłuższa w Polsce, 496 kilometrowa górska trasa, wiodąca przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski oraz Bieszczady. Wspomniany wcześniej Główny Szlak Beskidzki. Od Ustronia po Wołosate szlak ten biegnie wierzchołkami szczytów: Stożek, Barania Góra, Babia Góra, Polica, Turbacz, Lubań, Przehyba, Radziejowa, Jaworzyna Krynicka, Rotunda, Cergowa, Chryszczata, Smerek i Halicz.

Ach, nogi same rwą się do wędrowania. Ale to blisko 500 kilometrów maszerowania górskimi ścieżkami. Zabrakłoby nam urlopu na dalekie podróże, gdybyśmy chcieli zrobić całość trasy jednorazowo. Planujemy zatem tę przyjemność dawkować stopniowo, zaczynając od początku, czyli od wejścia na Równicę.

W grudniowy, niedzielny ranek, z sennego o tej porze Ustronia, ruszamy w drogę. Czerwony szlak prowadzący na szczyt, startuje przy stacji PKP. Tablica informuje, że przed nami półtoragodzinna wędrówka do celu. Chwilę później, za torami przekraczamy most na Wiśle.

Jest słonecznie, ale silny wiatr ostro daje się we znaki. Naciągamy kaptury na głowy i odbijamy od asfaltowej drogi w prawo. Początkowo, brukowaną ścieżką drepczemy wśród zabudowań uzdrowiska. Po półgodzinnym poznawaniu okolicy, wkraczamy do lasu.

Aż trudno uwierzyć, że kilka tygodni wcześniej, w prawdziwie zimowej scenerii, wędrowaliśmy na szczyt Baraniej Góry. Drzewa uginały się wówczas pod ciężarem śniegu, a my jak dzieci cieszyliśmy się z widoku białego puchu. To był listopad. Teraz na kilka dni przed Świętami, po śnieżnej powłoce, nie ma ani śladu. Ale jak to w górach, powodów do zachwytu i tak nie brakuje.

Wędrujemy ścieżką wśród bukowych pni, rosnących gęsto, jeden przy drugim. Ziemię przykrywa gruby, rudawy dywan z ich liści. W głębokim jarze szemrze górski potok. Chwilami jest ostro pod górę.

W pewnym momencie mijamy drewniane ławy, rozstawione amfiteatralnie przed ukrytym wśród drzew krzyżem. To XVII-wieczne miejsce odprawiania nabożeństw. Stąd już niedaleko do schroniska PTTK. Po godzinie od wejścia do lasu, jesteśmy przed jego budynkiem.

To jednak nie koniec wędrówki. Do szczytu Równicy jest stąd jeszcze 15 minut marszu. W połowie tej drogi, na wysokości okazałego, drewnianego obiektu, czyli Dworu Skibówki, roztaczają się piękne widoki na sąsiednią Czantorię i leżący u jej stóp Ustroń.

Jeszcze moment i jesteśmy na zalesionym szczycie Równicy. Stąd też widoki są przyjemne. W drodze powrotnej podziwiamy jeszcze raz panoramę okolicy, z tarasu Dworu Skibówki.

Wracamy w okolicę schroniska PTTK. Chwilę schodzimy asfaltową drogą, do miejsca, którego ominąć nie można. Punkt numer jeden na gastronomicznej mapie okolicy – „Koliba po Czarcim Kopytem”. W niskiej, klimatycznej izbie, ogrzewanej kominkiem w kształcie diabelskiego pyska, delektujemy się tutejszymi przysmakami. Musimy tu wrócić, gdy drewnianą, niziutką chatkę przykryje gruba warstwa śniegu. To dopiero będzie klimat!

Póki co, dalej korzystamy z ciepłego, słonecznego popołudnia. Czerwony szlak, prowadzi nas kamienistą ścieżką w dół. Co pewien czas, łączy się ona, z biegnącą serpentynami asfaltową szosą. Schodzimy do Ustronia, pod stację PKP, gdzie rozpoczęła się nasza trasa na Równicę.

Wkrótce, z tego samego miejsca planujemy ruszyć w stronę Czantorii, kolejnego fragmentu Głównego Szlaku Beskidzkiego. W końcu (przed)noworoczne postanowienia trzeba czasem realizować, prawda?

2 Comments

  1. Widzę, że lubicie jadać tam gdzie ja 🙂 Koliba ma niesamowity klimat, zwłaszcza w tej ciemnej izbie, gdzie można samemu upiec kiełbaskę. A w Zakopanem wiadomo, najlepiej u Ryśka zjeść 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s