Autor: zwiedzajacswiat

Beskid Śląski. W poszukiwaniu pierwszego śniegu, czyli wejście na Baranią Górę

Oblepione ciężkim, wilgotnym śniegiem gałęzie, łączą się, tworząc nad naszymi głowami biały okap. Pokryte cienką warstwą lodu kamienie lśnią na ścieżce, obok której płynie górski potok, a przystrojone w biel świerki, sięgają swymi koronami błękitu nieba. Brakuje tylko fauna Tumnusa, z czerwonym szalikiem wokół szyi. Zaraz, zaraz. Sceneria dookoła nas faktycznie jest baśniowa, ale to nie Narnia. Jesteśmy w Beskidzie Śląskim, na szlaku prowadzącym w stronę Baraniej Góry, drugiego co do wysokości szczytu w tym paśmie gór. Mamy połowę listopada. W miastach rządzi szaro-bura jesień, a tu w górach jest już biało. I chociaż w ciągu zimy, śnieg z pewnością nam się znudzi, w tym momencie cieszymy się z niego jak dzieci.

Uszguli, powrót do przeszłości pod dachem Gruzji

W Ushba Cafe wszystkie stoły są zajęte. Siedzimy za solidną, drewnianą ławą, czując błogie rozleniwienie, za sprawą opróżnionych niedawno talerzyków i półmisków z gruzińskimi specjałami. Obok nas biesiadują miejscowi. Ich stół zastawiony jest równie bogato. Chinkali, chaczapuri, mięsa, sałatki – spośród imponującej ilości wypełnionych nimi talerzy i miseczek, każdy wybiera to, na co ma ochotę. Kieliszka, a raczej szklaneczki czaczy nikt nie odmawia.

Gruzja. Jeziorka Koruldi – niepozorny cel, wspaniały trekking

– Jak my zejdziemy, jeżeli on stąd nie odejdzie?! To pytanie pada kolejny raz z ust żeńskiej części naszej ekipy. Siedzimy na deskach sporej ambony z niesamowitym widokiem na okolicę. Przed nami rozłożona w dolinie Mestia, za nami wspaniała Uszba, inne kaukaskie szczyty wokół. A pod nami? Potężny byk uderzający raz po raz rogami w drewniane schody, umożliwiające zejście z platformy.

Gruzja. Mestia, czyli pierwszy dzień na swaneckiej ziemi

Nikt nie zasypuje nas ofertami hosteli lub transportu. Nikt nas nie zaczepia, o nic nie prosi, nie próbuje niczego sprzedać. Nie pada słynne „Heloł maj friend”. Jedna, pozbawiona natarczywości propozycja noclegu i spokój. Nasza czwórka (my plus para przyjaciół) stoi na placu w centrum Mestii, stolicy górskiej prowincji Swanetia. Właśnie dotarliśmy do pierwszego miejsca, z listy tych, które planujemy w Gruzji zobaczyć. Wokół nas toczy się senne, małomiasteczkowe życie.

Beskid Śląski, Skrzyczne

SKRZYCZNE – BESKID ŚLĄSKI Z NAJWYŻSZEJ (GÓRSKIEJ) PÓŁKI Złociste trawy poruszane wiatrem, samotne świerki i otwierające się raz po raz rozległe panoramy. Od Skrzycznego po Przełęcz Salmopolską naszemu jesiennemu wędrowaniu, towarzyszyły takie właśnie widoki.

Gruzja 2015 informacje praktyczne cz.II

W tej części – trasa naszej podróży po Gruzji. W punktach i z dokładnym informacjami jak dojechać, gdzie spać i jeść (lub nie). Trasa marzeń? Tak! Choć jednocześnie kompromis między ilością dni, jaką dysponowaliśmy na miejscu i tym wszystkim, co Gruzja ma do zaoferowania. A było w czym wybierać – wierzcie nam. Jak na bogactwo atrakcji, Gruzja to kraj stosunkowo mały. Dzięki temu w ciągu 11 dni pobytu, udało nam się zobaczyć naprawdę sporo. I wiecie co? Każde z odwiedzonych miejsc, zasłużyło na znalezienie się na naszej liście.

Gruzja 2015 informacje praktyczne cz.I

Wśród miłośników gór z pewnością figuruje na liście krajów, które trzeba odwiedzić. Nie może być inaczej skoro górskie pasma pokrywają w 4/5 jej powierzchnię. I to jakie pasma! Hasło Kaukaz, Wielki Kaukaz działa na wyobraźnię każdego, kto góry kocha. Gdy dodamy do tego cenne zabytki, wspaniałą kuchnię, serdeczność mieszkańców i przystępne ceny, decyzja będzie prosta. Czas na Gruzję!

Beskid Mały, góra Żar i Kiczera

JESIEŃ JEST FAJNA W tym roku październik pogodą nas nie rozpieszczał. W latach poprzednich szczodrze prezentował wszystko to, co najlepsze w polskiej, złotej jesieni. A tym razem? Wybrał szarość, deszcz i zimno. Do tego jeszcze sypnął pierwszym śniegiem. Gdy zatem tylko pojawiły się lepsze prognozy, ruszyliśmy w góry, w poszukiwaniu słońca i kolorów.

Kordyliera Patagońska plus – zamiast podsumowania

Sącząc gorącą herbatę, w jednym z hosteli na Końcu Świata, przyglądamy się z niedowierzaniem czarno-białym fotografiom nagich mężczyzn. Stożkowe nakrycia głowy zasłaniają ich twarze, ciała pokrywają niepokojące malowidła. Takiej charakteryzacji nie powstydziliby się twórcy hiszpańskiego kina grozy. W rękach nie trzymamy jednak magazynu filmowego, lecz album „Hain” autorstwa Ann Chapman, antropolog zgłębiającej kultury ludów Ziemi Ognistej. Badaczkę interesowali szczególnie Indianie Selknam, zwani również Ona, jedno z czterech żyjących na tych terenach plemion. Być może to właśnie ich ogniska, zobaczył w 1520 roku Ferdynand Magellan, dopływając do wybrzeży archipelagu, który nazwał Tierra del Fuego (Ziemią Ognistą).