ARGENTYNA, ARGENTYNA/BRAZYLIA/CHILE, BRAZYLIA
Comment 1

Argentyna/Brazylia, Puerto Iguazú/Foz do Iguaçu

Ogłuszający szum spadających z kaskad hektolitrów wody. Zapierające oddech powietrze, wprawione w ruch potęgą tego żywiołu. Kurtyna wodnej mgły, przesłaniająca widok i przemaczająca ubrania. A potem niezwykły moment, w którym chmura drobnych kropelek znika, a my możemy spojrzeć w spienioną, kotłującą się Diabelską Gardziel.

Wodospady Iguazu to wspaniała przyrodnicza atrakcja dzielona między dwa kraje: Brazylię i Argentynę. Przyjeżdżając tu z Buenos Aires, w oczywisty sposób ich oglądanie rozpoczynamy od strony argentyńskiej. Po całonocnej jeździe autokarem, zakwaterowanie w Posada 21 Oranges w Puerto Iguazú stanowi miłą chwilę relaksu. Niestety tylko chwilę, bo czas nas goni. To co mamy dzisiaj zobaczyć, na pewno zrekompensuje nam odpoczynek w hotelu, nawet jeżeli hotelik ten możemy zaliczyć do jednego z najlepiej wybranych podczas całej podróży.

Przy głównej ulicy łapiemy autobus i dojeżdżamy do bramy Parku. Potem kolejką wąskotorową w otwartym wagoniku dostajemy się w pobliże Garganta del Diablo (Diabelskiej Gardzieli), najsłynniejszej wśród kaskad Iguazu. Idąc w jej kierunku szlakiem wytyczonym przez solidną konstrukcję z metalowych kratownic, patrzymy na leniwie płynącą Rio Iguazú. Huk wody spadającej w Diabelską Gardziel słyszymy, gdy jeszcze nic nie zapowiada widowiska, jakie gwarantuje to miejsce. I w końcu jesteśmy blisko. Nasze ciała i ubrania wilgotnieją od wodnej mgły, tworzącej się przy kaskadzie. A nas samych ogarnia zachwyt. Szczery, potężny zachwyt. W tym miejscu, nikt nie potrafi oprzeć się temu uczuciu.

Resztę dnia spędzamy spacerując ścieżkami wśród tropikalnej, bujnej roślinności i przerzuconymi nad wodą mostkami, skąd raz po raz odsłania się widok na nowe kaskady. Bez dwóch zdań jest to jeden z najpiękniejszych widoków świata. Do tego nad wodospadami tworzą się liczne tęcze. Jeden z pomostów prowadzi pod kaskadę, tak blisko, że wracamy stamtąd przemoczeni do suchej nitki, zaśmiewając się, piszcząc i krzycząc po drodze.

Jesteśmy zachwyceni. Zastanawiamy się, czy coś więcej może zaoferować nam strona brazylijska, po której zamierzamy oglądać wodospady następnego dnia. Mówi się bowiem, że Argentyna organizuje przedstawienie, a Brazylia pobiera opłatę wstępu za podziwianie skarbów Iguazú.

Nie zamierzamy porównywać obu miejsc. Liczymy za to, że kolejnego dnia uda się powtórzyć emocje, jakich doświadczyliśmy przy pierwszym kontakcie z tym cudem natury. Pełni energii i w doskonałych nastrojach opuszczamy Park. Dopełnieniem pozytywnych wrażeń jest kolacja w Puerto Iguazú i jedne z najlepszych steków, jakie tam jemy. Potem jeszcze wieczorne szwędanie się po miasteczku, zaglądanie do sklepików z pamiątkami, zakupy i powrót do Posada 21 Oranges. Nie nacieszyliśmy się tym miejscem, a szkoda. Basen kusi kąpielą, ale jesteśmy zbyt zmęczeni. Pora jest późna. Jutro przenosimy się na stronę brazylijską do Foz do Iguaçu. Za Posada 21 Oranges i samym Puerto Iguazú zatęsknimy szybko.

Rano, zamówioną wcześniej taksówką, przekraczamy brazylijską granicę. Zarezerwowanemu hotelowi, daleko do przytulnej Posada 21 Oranges. Samo miasto Foz do Iguaçu też nie robi na nas tak dobrego wrażenia jak Puerto.

Jak będzie z Parkiem? Przewaga wydaje się być po stronie argentyńskiej, bo czy można powtórzyć emocje, jakie towarzyszą pierwszemu spotkaniu z cudem natury, jakim są tutejsze wodospady? Można! Iguazú to miejsce tak piękne, że potrafi utrzymać ekstremalny poziom zachwytu, również przy kolejnym kontakcie.

Zmienia się perspektywa. Od pierwszego zespołu kaskad Salto Bossetti, do końcowego wodospadu Floriano, kamienistą ścieżką wędruje się, podziwiając kolejne rozległe panoramy. Tu również można spojrzeć w spienioną czeluść Diabelskiej Gardzieli. Miejsce inne, ale wrażenia tak samo zapierające dech. W przenośni i dosłownie.

To nasza ostatnia noc poza domem podczas tej podróży. Następnego dnia rozpoczniemy serię lotów i wielogodzinny powrót do Polski. Trochę żałujemy, że nie wróciliśmy do Puerto Iguazú. Nie odpowiada nam klimat jego brazylijskiego odpowiednika. Foz do Iguaçu to duże, bezbarwne miasto. Z braku przytulnej knajpki, kolację jemy w zatłoczonej, głośnej restauracji. Wracając do hotelu, zatrzymujemy się przed starym, rustykalnym domem, ni to galerią, ni restauracją. Okazuje się, że miejsce to jest jednym i drugim. Wszystko co stanowi jego wystrój, jest do kupienia. „Emporio com Arte” zaciera nienajlepsze wrażenie, jakie zrobiło na nas Foz. Szkoda, że nie trafiliśmy tu wcześniej. Z oryginalnymi pamiątkami, smakiem doskonałego soku mango w ustach i w dużo lepszych nastrojach wracamy do hotelu, przypominającego sterylny szpital.

Nasza podróż zatoczyła koło. Wróciliśmy do kraju, w którym się rozpoczęła. Intensywne trzy tygodnie za nami. Niektórych miejsc zaledwie dotknęliśmy, ale i tak było warto. W myśl zasady, że lepiej szybko, niż w ogóle.

_RAW5896

_RAW5959

_RAW6013

_RAW6069

_RAW6147

_RAW6184

_RAW6203

_RAW6277

1 komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s