Wszystkie posty otagowane: GÓRY

Beskid Żywiecki. Wielka i Mała Racza, Przełęcz Przegibek

W schronisku PTTK na Przegibku rozkoszujemy się nie tylko tutejszą doskonałą szarlotką, ale również uczuciem satysfakcji z miło spędzonego dnia. Byliśmy w tym miejscu zaledwie tydzień wcześniej, kończąc trasę, która obejmowała przejście Wielkiej Rycerzowej z niezapomnianym widokiem bacówki na pobliskiej hali. Już wtedy wiedzieliśmy, że wrócimy w te okolice. Powrót przyspieszyła piękna pogoda zapowiadana na kolejną sobotę. To dzięki niej, początek jesieni prezentował się w Beskidzie Żywieckim tak pięknie, a obrany na ten dzień cel wędrówki, czyli Wielka Racza, zafundowała nam bajecznie kolorowe widoki. Niespełna dwa dni później po polskiej złotej jesieni nie będzie już śladu.

Beskid Żywiecki. Mała i Wielka Rycerzowa, Przełęcz Przegibek

Nasze umazane jagodami usta, rozciągają się w szerokich uśmiechach. Racuchy serwowane w bacówce PTTK na Hali Rycerzowej to prawdziwy rarytas. Podobnie jak widoki, które Rycerzowa oferuje. Gdy tylko trafiliśmy na jej zdjęcia, było jasne, że musimy zobaczyć to miejsce na własne oczy i uwiecznić je na swoich fotkach. Plan na pierwszy jesienny weekend został ustalony. I wiecie co? Okazało się, że Beskid Żywiecki oraz jesień w pięknym, słonecznym wydaniu, to połączenie doskonałe.

Słowacja. Mała Fatra – Wielki Krywań, Pekelník i Chleb

Zimne podmuchy powietrza uderzają w nasze nieprzygotowane na tak gwałtowną zmianę temperatury ciała. Chwilę wcześniej (i jakieś 750 metrów poniżej miejsca, w którym się znajdujemy) wrześniowe słońce rozpieszczało nas pogodą, niczym w pełni lata. Teraz drżąc z zimna, wkładamy na siebie wszystko, co się tylko do tego nadaje i na co trafiamy w czeluściach naszych plecaków. Dopiero wtedy wychodzimy na taras. Atakują nas jeszcze silniejsze porywy wiatru. I piękna górska panorama. Górna stacja kolejki Vrátna – Chleb wraz z tarasem to bowiem miejsce, które oferuje wspaniałe widoki na tutejszą dolinę oraz szczyty Małej Fatry.

Tatry. Granaty i Buczynowe Turnie – najbardziej widokowy odcinek Orlej Perci

Na horyzoncie, daleko przed nami, niebo płonie jeszcze czerwienią ostatnich promieni słońca. Zbocza gór z wyraźnym zarysem Giewontu okryła już czerń nocy. Światła Zakopanego i okolicznych wsi wesoło migoczą w dole po prawej stronie ścieżki prowadzącej z Boczania do Kuźnic. Po przeciwnej, jedyną odpowiedzią dla tej świetlnej mozaiki, jest ledwie widoczny księżycowy rożek. Kończący się tak wspaniałymi, pełnymi spokoju obrazami dzień w Tatrach, do spokojnych wcale nie należał. Wręcz przeciwnie – obfitował w wyzwania i emocje jak mało który. Nie ma się czemu dziwić – w końcu za cel naszej wędrówki obraliśmy jeden z odcinków Orlej Perci, a dokładnie przejście Granatów.

Bieszczady. Z Wołosatego przez Halicz, Krzemień i Bukowe Berdo

Pojawia się w zasięgu naszego wzroku, gdy schodzimy z Krzemienia. Bukowe Berdo – bo o nim mowa, przypomina smoczy grzbiet z okazałym wybrzuszeniem tuż przed nami i zwężającym się w oddali na zachodzie ogonem. Niczym łuski i kolce na smoczej skórze, grzbiet ten pokrywają liczne skałki oraz skalne wychodnie. Reszta to już sama łagodność. Fioletowe dzwonki wyrastające między głazami, srebrzące się w słońcu i poruszane wiatrem trawy, widok na zalesione pagórki jeden za drugim ciągnące się aż po horyzont. Schodząc z Bukowego Berda (ostatniego wzniesienia na rozpoczętej w Wołosatem 24-kilometrowej trasie), powtarzamy po raz kolejny  – Jak dobrze wrócić w Bieszczady!

Błatnia, wiosenno-zimowe starcie w Beskidzie Śląskim

Nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery – powtarzamy w myślach jak mantrę, opierając się szalejącej od kilku minut śnieżycy. Od początku wiedzieliśmy, że aura na zewnątrz nie będzie nas tego dnia rozpieszczać. Stąd zaplanowany, blisko 28 kilometrowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego, zamieniliśmy na górski spacer, za cel obierając Błatnią w Beskidzie Śląskim. Nie zrywając się zbyt wcześnie, wystawiliśmy w końcu nosy poza ciepłe lokum, wprost na świeżo zmoczone deszczem ulice Bielska-Białej.

Przełęcz Kubalonka-Barania Góra-Węgierska Górka, czyli powitanie wiosny na Głównym Szlaku Beskidzkim

Ciemne okulary chronią nas przed ostrymi promieniami słońca. Osłaniając oczy, jednocześnie zachłannie wystawiamy twarze na działanie ich rozgrzewającego strumienia, za którym tak tęskniliśmy w czasie zimowych miesięcy. Przed nami na drewnianej ławie stoją talerze doskonałej zupy czosnkowej i pyszne ciasta. Posilić się warto, w końcu czeka nas godzinne podejście na szczyt Baraniej Góry i dalsze cztery godziny wędrówki do Węgierskiej Górki. Tak, tak ponownie zawitaliśmy do schroniska Przysłop, wygrzewając stęsknione za słońcem ciała na jego betonowym tarasie. Poprzednio, drugi co wysokości szczyt Beskidu Śląskiego, był dla nas celem wędrówki samym w sobie. Tym razem traktujemy go, jako etap 25 kilometrowego odcinka Głównego Szlaku Beskidzkiego, z Przełęczy Kubalonka po Węgierską Górkę, który zaplanowaliśmy na pierwszy, bardzo wiosenny weekend kwietnia.

Beskid Śląski. Szyndzielnia, Klimczok, Magura i widoki, aż po samiuśkie Tatry

Ośnieżone pasmo tatrzańskich szczytów widać stąd jak na dłoni. Niczym srebrzysta korona, zdobi łagodne beskidzkie grzbiety, falujące poniżej. Teraz już rozumiemy, skąd popularność nazwy tego wzniesienia w Bielsku-Białej i okolicy. I choć do tej pory, Klimczok, o którym mowa, kojarzył nam się przede wszystkim z pamiętającym czasy komuny domem handlowym w stolicy Podbeskidzia, za sprawą widzianej z jego szczytu panoramy Tatr, szybko trafił na listę gór w Beskidzie Śląskim, które podbiły nasze serca.

W Walentynki zabierz mnie w Tatry

Dobrze wiemy, że o związek dbać należy każdego dnia, a czułość okazywać sobie nie tylko od święta. Wiemy to, a nawet praktykujemy od lat. Tym bardziej lubimy celebrować każdą sprzyjającą byciu razem okazję. Jak chociażby lutowe Walentynki. Szczególnie, gdy Dzień Zakochanych można spędzić nie tylko z bliską osobą, ale i wśród bliskich sercu widoków. W naszym przypadku, plan na ten właśnie dzień był prosty. Ruszamy w Tatry.

Tatry. Rusinowa Polana i Gęsia Szyja, czyli początek nowego roku z pięknymi widokami

Od dobrej pół godziny na szczycie nie ma oprócz nas nikogo. Uwielbiamy to uczucie. Dla niego jesteśmy zdolni do różnych poświęceń. Takich jak wczesna pobudka i wystawienie nosa poza ciepły zakopiański dom naszych przyjaciół. Jest drugi dzień nowego roku. Słupek rtęci spadł do minus szesnastu kresek. Na Rusinowej Polanie co prawda spotkaliśmy jedną parę, za to Gęsia Szyja i roztaczające się z niej widoki, są od dłuższego czasu wyłącznie nasze. Sytuacja nie do wyobrażenia w sezonie letnim, lub o późniejszej porze. Jesteśmy tego pewni.