All posts filed under: KIRGISTAN/UZBEKISTAN

Uzbekistan. Chiwa i zabytki kompleksu Iczan Kala

Jego szeroka, pokryta niebieskimi płytkami podstawa wyróżnia się na tle złocisto-piaskowej zabudowy, na którą składają się liczne medresy, meczety i mauzolea. Kala Minor, gdyby jego budowy nie przerwała śmierć pomysłodawcy, byłby najwyższym minaretem w Azji Środkowej. Mimo, że niedokończony, stanowi serce kompleksu Iczan Kala – cytadeli, o czterech bramach na każdą stronę świata. Spacerując wąskimi uliczkami twierdzy mamy wrażenie jakbyśmy cofnęli się do czasów, gdy miejsce to odwiedzały karawany kupców podążających Jedwabnym Szlakiem. Brakuje tylko dżina, który wydobywając się z lampy, obieca spełnić nasze trzy życzenia. Choć w zasadzie wystarczą dwa. Trzecie już się zrealizowało. Jesteśmy w Chiwie, mieście sięgającego starożytnych czasów królestwa Chorezmu.

Uzbekistan. Mujnak, cmentarzysko statków i wyschnięte jezioro Aralskie

– Po co jedziecie do Mujnaku? Przecież tam nic nie ma – nowo poznany drug* Alek, podpułkownik uzbeckiej armii, z którym dzielimy rozgrzany do granic wytrzymałości przedział w pociągu relacji Taszkent-Nukus, nie może zrozumieć naszej decyzji. – No i my to nic, chcemy zobaczyć – żartujemy. Alek z niedowierzaniem kręci głową, pociągając kolejny haust ciepłej wódki. Otrząsa się i zapija ją gorącą herbatą. – Tam żarko, oczeń żarko*. Tam tylko step i miasto, które umiera – dodaje. Wiemy, że ma rację. W latach 60-tych XX wieku, położony nad brzegiem Jeziora Aralskiego, Mujnak był prężnie rozwijającym się miastem portowym z dającą zatrudnienie miejscowym, fabryką konserw rybnych. Dziś od brzegów jeziora dzieli go 200 kilometrów. Zawiniła zła gospodarka zasobami wodnymi Amu-Dari, czyniąc z Mujnaku „nic” pośrodku gorącego stepu, miasto-widmo, atrakcyjne jedynie dla szukających wrażeń turystów, a nie zwykłych mieszkańców Uzbekistanu.

Uzbekistan. Taszkent – Kompleks Hast Imam, Medresa Kukeldasz i Meczet Piątkowy

Nasz podręczny plecak szybko wypełnia się czarnymi reklamówkami z banknotami. W jednej chwili, wymieniając pieniądze na uzbeckim bazarze, sprawnie i bezproblemowo stajemy się milionerami. Co za miły obrót sprawy. Dzień wcześniej, przekraczając pieszo granicę między Kirgistanem a Uzbekistanem, mieliśmy mniej radosne miny. Zawartość należących do nas bagaży wylądowała wówczas na podłodze i ławkach, stając się obiektem drobiazgowej kontroli uzbeckich celników. Ci, dopiero gdy przejrzeli zdjęcia i aplikacje na naszych telefonach, poznali wysokość średnich zarobków w Polsce i stwierdzili, że towarzysząca nam córka, jednak jest naszym dzieckiem, choć wygląda na starszą, niż to wynika z jej dokumentów – wbili upragnione pieczątki do paszportów. W końcu, z niemałą ulgą mogliśmy wreszcie powiedzieć – Witaj Uzbekistanie!

Osz, początek kirgisko-uzbeckiej przygody

Żar leje się z nieba, złote zęby błyskają w szczerych uśmiechach a okrągłe, rumiane lepioszki sprzedaje się na każdym kroku. Jesteśmy w Osz, drugim co do wielkości kirgiskim mieście, położonym w otoczeniu gór Kotliny Fergańskiej. Dotarliśmy tu po 30 godzinach podróży, na którą składała się jazda pociągiem do czeskiej Pragi oraz 3 loty – z Pragi do Stambułu, stamtąd do Biszkeku i wreszcie najkrótszy, 40-minutowy ze stolicy kraju do miejsca, w którym jesteśmy obecnie. Naszym celem jest jednak nie samo miasto, lecz położony w bliskiej od niego odległości – Uzbekistan, gdzie planujemy spędzić prawie 2 tygodnie czasu. Przygraniczny Osz to wrota do tego kraju. Jutro ruszymy stąd w kierunku granicy i dowiemy się czym jest kontrola w wykonaniu uzbeckich celników. A póki co, przyglądamy się rozległej panoramie kirgiskiego miasta z wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, świętej góry Sułajman Too.