ARGENTYNA, ARGENTYNA/BRAZYLIA/CHILE, ZWIEDZAJĄC ŚWIAT
Komentarze 4

Argentyna, Ushuaia (Park Narodowy Ziemi Ognistej)

– Musimy wrócić do przystani Zaratiegui Bay!
– Nie ma szans, mamy za mało czasu. Chyba, że ktoś nas podwiezie. Łapiemy stopa?

Zrobiliśmy właśnie spacer jedną z tras trekkingowych Parku Narodowego Ziemi Ognistej. Turystów spragnionych piękna górskich widoków, dowożą w to miejsce busy, kursujące co godzinę (od 9.00 do 16.00, cena 200 pesos/os.) z Ushuai. Przyjeżdżając do Parku, wysiąść można w jednym z 5 miejsc, a trekking zakończyć w innym punkcie, z którego bus nas odbierze (ostatni kurs powrotny jest o godzinie 19.00).

To nasz pierwszy pełny dzień w Ushuai. Przylecieliśmy wieczorem i jedyne co udało nam się załatwić, oprócz zakwaterowania w hostelu Haush (warunki delikatnie pisząc spartańskie, już tęsknimy za domem Carlosa), to zakupy w sklepie La Anonima (ceny miażdżą). W tej sytuacji początek dnia upływa nam na sprawach organizacyjnych. Dostrzegamy też, prawdopodobnie jedyny plus naszego hostelu, jakim są pyszne me­dia­lu­nas (słodkie rogaliki), przynoszone codziennie na śniadanie z pobliskiej piekarni.

W informacji turystycznej (w rejonie dworca i portu) świetnie zorientowana dziewczyna udziela nam potrzebnych wskazówek. Jeszcze zakup biletów autobusowych do Puerto Natales i możemy ruszać w stronę Parku. Na busa o 12.00 jednak nie zdążymy. Jedziemy tym o 13.00. Wybieramy 2 godzinny spacer niedaleko Arias Port do budynku Visitor’s Center.  Stamtąd planujemy krótsze wypady tam i z powrotem, do miejsca, z którego odjeżdża autobus.

Zaplanowaną trasę robimy sprawnie. Jest przyjemnie, jednak pierwszy punkt koło Zaratiegui Bay, który widzieliśmy podczas jazdy busem, nie daje nam o sobie zapomnieć. Musimy tam wrócić. Na pokonanie tej drogi pieszo, potrzebne są 3 godziny. Nie mamy tyle czasu. O 19.00 z Parku rusza do Ushuai ostatni bus. Ratuje nas tylko autostop. Ponieważ poprzez Park prowadzi droga numer 3, aut kręci się sporo. Niektórzy w ten sposób zwiedzają okolicę.

Pierwsza próba złapania stopa kończy się niepowodzeniem, ale już za drugim razem – pełen sukces! Para Holendrów, wynajętym samochodem, zabiera naszą trójkę.

Jesteśmy blisko celu. Jeszcze tylko 20 minut marszu od głównej drogi i przed nami widok, dla którego tu wróciliśmy. Spokojnie (a nie tak jak za pierwszym razem, z okna busa) możemy się nim nacieszyć.

Wieje niemiłosiernie. Ledwie da się ustać. Jest jednak ciepło i słonecznie. A tak się baliśmy o pogodę w Ushuai, po zimnym pobycie w Andaluzji.

Wracamy. Jeszcze spacer w przeciwną stronę, do pobliskiego wodospadu. Po drodze, kolejny raz, spotykamy stado pasących się swobodnie koni. Sielski widok.

Jeden z odjeżdżających o 19.00 busów, zabiera nas do miasta. Ostatnie promienie słońca oświetlają port w Ushuai, z którego jutro ruszymy w rejs Kanałem Beagle.

4 Comments

  1. Widoki dosyć podobne do przyrody występującej u nas, penie dlatego patrząc na zdjęcia odnosi się wrażenie swojskości i spokoju.

  2. Byłem w Ushuaia jakieś 10 lat temu. Jedno z piękniejszych miejsc jakie widziałem i jedno z nielicznych, gdzie stwierdziłem mógłbym mieszkać. Ciekawe jak bardzo się zmieniło przez ten czas.

    • Witamy u nas!
      Co do Ushuai, chyba jednak zmienił ją czas. Trudno odnaleźć tam atmosferę miasteczka, zagubionego gdzieś na Końcu Świata. Pojawiło się też sporo betonowej architektury. Tym co zachwyca jest jedynie otaczająca Ushuaię przyroda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s