AFRYKA, ETIOPIA
Dodaj komentarz

Indżera i inne przysmaki etiopskiej kuchni

A teraz z innej beczki, a właściwie… garnka. Ponieważ podróże to również odkrywanie nowych smaków, czas na kilka słów w temacie dań, napojów i napitków kuchni etiopskiej.

Na początek potrawa, bez której Etiopczycy nie wyobrażają sobie posiłku. Indżera (injera), bo o niej mowa, to duży, kwaśny naleśnik w kolorze brudnej ścierki (jak ktoś trafnie zauważył) z jarskimi lub mięsnymi dodatkami, wyrabiany ze sfermentowanego tef – zboża rosnącego jedynie w tym kraju. Indżerę je się prawą ręką, odrywając palcami kawałki ciasta i nakładając na nie wybrane mięsa, warzywa lub sosy. To prawdziwy lokalny przysmak o randze potrawy narodowej. Podróżując po Etiopii, warto polubić jego smak. Często jedyną alternatywą dla indżery, jest bowiem rozgotowane macaroni.

A skoro o macaroni mowa, obecność dań kuchni włoskiej w tak egzotycznym miejscu, jakim jest Etiopia, może dziwić. Jest to jednak efekt włoskiej okupacji w latach 1935-41, która dotknęła ten jedyny w Afryce nieskolonizowany kraj. Pozostałością po niej są pizze i pasty (macaroni) pojawiające się w tutejszym menu.

Wróćmy jednak do tradycyjnych dań kuchni etiopskiej. Etiopczycy z północnej i centralnej części kraju, o ile nie poszczą (a dzieje się tak w marcu i kwietniu, na które to miesiące przypada okres Wielkiego Postu, oraz w dni postu: środy i piątki) jadają dania mięsne: jagnięcinę, koźlinę, wołowinę i drób. W okolicy, w której są jeziora, w menu pojawiają się ryby. Potrawy są ostre, a te którym ostrości brakuje, zawsze można przyprawić mitmita, pikantnym proszkiem, lub awaze, sosem przyrządzanym z papryczek beriberi. Mięsa najczęściej są smażone (siga tibs, np. szakila tibs podawany w kamionkowym naczyniu ogrzewanym węglem drzewnym), albo gotowane (siga kekel), a niekiedy podawane na surowo jak: kitfo lub kurt. Tych ostatnich, lepiej unikać, z oczywistej obawy przed pasożytami.

Im dalej na południe Etiopii, tym oferta kulinarna staje się coraz uboższa, a w lokalach liczyć można głównie na indżerę, rozgotowane macaroni, lub wysuszoną jajecznicę. Szukając miejsca, w którym posilają się lokalni mieszkańcy, należy rozglądać się, za wystawionym przed drzwi domostwa barwnym talerzem. Jeżeli interesują nas jedynie napoje, szukać powinniśmy, nałożonej na kij plastikowej butelki.

Wspomniane wcześniej potrawy dostępne dla turystów na południu, to i tak prawdziwe bogactwo smaków, w porównaniu z tym co jedzą miejscowi. Dla zamieszkujących tę część Etiopii plemion, głównym składnikiem pożywienia jest sorgo, odmiana zboża, odporna na suszę. Rozgotowane ziarna sorgo to podstawa tutejszej diety. Z kolei zamieszkujące Czenczę (Chencha) plemię Dorzów, wypieka chleb ze sfermentowanego miąższu fałszywego bananowca.

Wśród plemion pasterskich południowej Etiopii, popularnym składnikiem posiłku jest mleko. Często miesza się je z bydlęcą krwią, upuszczaną z tętnicy szyjnej, bez konieczności uboju zwierzęcia. Sama krew jest równie popularna, co ta zmieszana z mlekiem. Sięga się po nią w okresach, gdy udój krów jest słabszy.

Choć dla niektórych może być to zaskoczeniem, Etiopia uznawana jest za ojczyznę kawy. Ceremonia parzenia tego napoju, od prażenia i mielenia ziaren, po trzykrotne jego sporządzanie, to popularny sposób spędzania czasu przez Etiopczyków i okazja do towarzyskich spotkań, do udziału w których chętnie zaprasza się turystów.

Ci, którzy nie piją kawy, i nie tylko oni, koniecznie powinni spróbować  w Etiopii soków, serwowanych w formie musów ze zmiksowanych owoców. Dużym zaskoczeniem może być podawane w ten sposób awokado. Osobiście, zakochaliśmy się właśnie w nim. Fantastycznie prezentuje się espris, kilkuwarstwowa mieszanka soków z dostępnych owoców.

Zwolennicy mocniejszych trunków mogą sięgnąć po etiopskie, bardzo przyzwoite w smaku piwo tj. St George, Castel, Harer czy Daszen, lub skosztować lokalnego napitku o nazwie tedż (tej). Tedż, to rodzaj pitnego miodu, serwowany w szklanych pojemnikach, przypominających laboratoryjne, zaokrąglone dołem probówki. Pija się go w specjalnych lokalach, tak zwanych pijalniach tedżu, do których kobiety zasadniczo nie mają wstępu.

Skoro o używkach mowa, czas wspomnieć o najpopularniejszej z nich. To roślina o nazwie czat, której zielone liście żuje większość Etiopczyków. Podobnie jak w przypadku kawy, żucie czatu zamienia się często w społeczną ceremonię, pozwalającą zapomnieć o trudnej i monotonnej rzeczywistości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s