GŁÓWNA, MALEZJA/BORNEO
Dodaj komentarz

Malezja plus Borneo – co warto zobaczyć, największe atrakcje, plan podróży

Spacer wśród drapaczy chmur czy wędrówka przez tropikalny las deszczowy? Herbata z widokiem na zielone plantacje tego drzewa, a może kawa w ozdobionej muralami kolonialnej uliczce? Wystarczy dwutygodniowy pobyt w Malezji, by nie rezygnować z żadnej z tych przyjemności, a nawet doświadczyć znacznie więcej różnorodnych i niezwykłych atrakcji.

Malezja nie była wysoko na naszej podróżniczej liście marzeń. Po innych, bardziej popularnych krajach Azji Południowo-Wschodniej, przyszedł w końcu i na nią czas. Układając plan ponad dwutygodniowej podróży, zgodnie z tym co nam w duszy gra, zrezygnowaliśmy z piaszczystych plaż Langkawi na rzecz tygodniowego pobytu na Borneo. To tam znajduje się bowiem najwyższy szczyt Malezji – Mt Kinabalu (nie mógł nie znaleźć się na liście) i to tam tropikalne lasy zachwycają swą bujnością i skrytymi pośród nich potężnymi jaskiniami (uwzględnione w planie).

W ten sposób powstał program podróży, łączącej szwendanie się po metropolii i kolonialnych miasteczkach półwyspu malajskiego, z wylewaniem hektolitrów potu na górskich i wiodących przez dżunglę ścieżkach Borneo. To połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę i zostawiło po sobie wspomnienie wspaniałej, intensywnej podróży.

Nie zawiedli też ludzie, czyli mieszkańcy Malezji – przyjaźni, serdeczni i nienachalni. To społeczeństwo tworzone przez różne grupy etniczne i religijne. Mimo odmiennych tradycji i wierzeń sprawiają wrażenie żyjących w zgodzie i wzajemnym szacunku, co nadaje krajowi wyjątkowy, otwarty charakter.

Wracając do naszego planu – polecamy jego realizację, tym którzy lubią intensywne podróże. Może on również posłużyć jako punkt wyjścia do zaplanowania Waszej podróży marzeń.

Plan na Malezję ułożony przez nas wyglądał tak:

1-2 DZIEŃ lot Kraków-Stambuł-Kuala Lumpur, lot Kuala Lumpur-George Town, nocleg na miejscu,
3 DZIEŃ zwiedzanie George Town, nocleg na miejscu,
4 DZIEŃ przed południem zwiedzanie George Town, przejazd do Ipoh, nocleg w Ipoh,
5 DZIEŃ zwiedzanie Ipoh, przejazd do Cameron Highlands, nocleg w Tanah Rata,
6 DZIEŃ zorganizowana wycieczka do godz. 13.00, powrót do Ipoh, nocleg na miejscu,
7 DZIEŃ przejazd Ipoh-Kuala Lumpur, lot Kuala Lumpur-Kota Kinabalu nocleg na miejscu,
8 DZIEŃ wyprawa na Mont Kinabalu,
9 DZIEŃ wyprawa na Mont Kinabalu, nocleg w Kota Kinabalu,
10 DZIEŃ Kota Kinabalu-Mulu, nocleg na miejscu,
11-13 DZIEŃ wyprawa na Pinnacles, powrót do Mulu
14 DZIEŃ lot Mulu-Kuching, Kuching-Kuala Lumpur, nocleg na miejscu,
15 DZIEŃ zwiedzanie Kuala Lumpur, nocleg na miejscu,
16-17 DZIEŃ lot Kuala Lumpur-Stambuł-Kraków.

Program podróży był intensywny, ale podczas realizacji okazało się że całkiem dobrze skonstruowany i dający wystarczającą ilość czasu na daną miejscówkę (inaczej moglibyśmy się lekko nudzić). No może wejście na punkt widokowy na Pinnacles trzeciego dnia po zejściu z Mt Kinabalu było hardcorowe i stresujące ze względu na solidne zakwasy – ale i to udało się zrealizować, a malezyjska przygoda pozostała w naszej pamięci jako jeden z fajniejszych wyjazdów.

Malezję odwiedziliśmy w drugiej połowie marca 2026 r. Wybór terminu podróży dopasowany został do wyprawy na Mont Kinabalu, tak aby trafić na najlepsze warunki pogodowe właśnie tam – i to, udało się w 100%. Najlepszy czas na zdobywanie dachu Malezji oraz Borneo to bowiem okres od lutego do kwietnia, ze szczególnym wskazaniem na marzec. Co do pozostałych miejsc na naszej liście, to termin podróży w ich wypadku też nie był zły (odradza się głównie październik-listopad). W Malezji panuje klimat równikowy — gorąco i wilgotno jest więc przez cały rok (ok. 30°C). Deszcze mogą pojawiać się codziennie, zwykle są intensywne, ale krótkie. My na pogodę nie mogliśmy narzekać – trafiliśmy na tylko jedno deszczowe popołudnie. Karta restauracji Miya w Ipoh, była jednak na tyle bogata, że w ogóle nam to nie przeszkadzało 😉

A teraz słowo w kwestii transportu. To słowo to Grab — azjatycki odpowiednik Ubera. Ogarnialiśmy nim cały transport do atrakcji w miastach i poza nimi. Na Półwyspie Malajskim sprawnie działa też sieć autobusów (np. na trasie Ipoh- Tanah Rata w Cameron Highlands) oraz pociągów (korzystaliśmy z połączenia Ipoh-Kuala Lumpur). Między regionami najlepiej przemieszczać się samolotem (np. z Kuala Lumpur na Borneo – do Kota Kinabalu czy Kuching).

Malezja to prawdziwy raj dla miłośników jedzenia. Tamtejsza kuchnia jest niezwykle różnorodna — łączy wpływy malajskie, chińskie i indyjskie, dzięki czemu każdy posiłek potrafi zaskoczyć nowymi smakami i aromatami. Miasta takie jak Kuala Lumpur, Georgetown czy Ipoh dają możliwość smakowania azjatyckich hitów kulinarnych w najlepszym wydaniu — nie tylko w restauracjach, ale także w niewielkich ulicznych budkach i na tętniących życiem night marketach. To właśnie tam można spróbować lokalnych specjałów, takich jak nasi lemak (ryż gotowany w mleku kokosowym podawany z dodatkami), char kway teow (smażony makaron ryżowy z warzywami i owocami morza), sataye (grillowane szaszłyki z mięsa z sosem orzechowym) czy laksa (aromatyczna, pikantna zupa z makaronem i mlekiem kokosowym).

W Ipoh koniecznie trzeba spróbować słynnej Ipoh White Coffee — kawy palonej z dodatkiem masła lub margaryny, dzięki czemu ma delikatniejszy, mniej gorzki smak. Nazwa „white coffee” pochodzi od jasnego, mlecznego koloru napoju, który najczęściej podawany jest ze skondensowanym mlekiem. Z kolei w Cameron Highlands można napić się produkowanej na miejscu herbaty z widokiem na malownicze wzgórza pokryte plantacjami tego drzewa.

A teraz czas na przedstawienie miejsc (w kolejności, w jakiej je odwiedziliśmy) wraz z krótkim opisem i zdjęciami, które — mamy nadzieję — pozwolą zrozumieć, dlaczego miejscówki te trafiły na naszą listę must see w Malezji.

GEORGE TOWN, PENANG
George Town, stolica wyspy Penang położonej na północno-zachodnim wybrzeżu Malezji, to jedno z najbardziej znanych i chętnie odwiedzanych miast w kraju. Kolonialna architektura, klimatyczne uliczki, kolorowy street art autorstwa Ernesta Zacharevica oraz zapach lokalnego jedzenia unoszący się na każdym kroku sprawiają, że miasto ma wyjątkowy klimat. To właśnie tutaj można spróbować potraw z niemal całego świata — i to często w ich najlepszym wydaniu.
George Town zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co tylko podkreśla jego wyjątkowy charakter. Wśród miejsc, które zdecydowanie warto odwiedzić, znajdują się świątynia Kek Lok Si — uznawana za jedną z największych buddyjskich świątyń w Malezji (piękna!), górujące nad miastem Penang Hill z rozległym widokiem na wyspę i zatokę, słynna Armenian Street pełna murali i klimatycznych kawiarni oraz Clan Jetties — drewniane osady zbudowane na palach nad wodą (choć w tym przypadku widok jest lekko przygnębiający).
W George Town spędziliśmy jeden dzień i był to naszym zdaniem czas wystarczający, by poznać najważniejsze atrakcje miasta. Oczywiście można zostać tu dłużej, by bez pośpiechu chłonąć jego atmosferę i próbować kolejnych lokalnych specjałów.

IPOH
Ipoh, stolica stanu Perak leżącego pomiędzy Kuala Lumpur a Penangiem, przez długi czas pozostawało poza głównym szlakiem turystycznym Malezji. Dziś coraz więcej osób odkrywa jego urok. Podobnie jak w Georgetown, można tu spacerować po starych, kolonialnych uliczkach w poszukiwaniu kolorowego street artu, zatrzymując się po drodze na filiżankę słynnej white coffee — lokalnej kawy z dodatkiem mleka, z której miasto słynie w całym kraju.

Warto zobaczyć także zabytkowy dworzec kolejowy oraz Concubine Lane — wąską uliczkę pełną sklepików, kawiarni i lokali gastronomicznych.
Nieopodal miasta znajdują się imponujące świątynie wykute w wapiennych skałach, takie jak Perak Tong (niestety zamknięta podczas naszego pobytu) czy Sam Poh Tong (wyjątkowa!). I to jest to, czym Ipoh nas oczarowało. Niektóre świątynie ocierają się o kicz, ale można też trafić na prawdziwe perełki poza utartym turystycznym szlakiem. Dla nas takim odkryciem była Miao Yuan Chan Lin Thai Temple, do której dotarliśmy przypadkiem, gdy okazało się, że słynna Perak Tong jest zamknięta.
Ciekawym miejscem jest również Mirror Lake, gdzie w turkusowych wodach jeziora odbijają się wapienne skały i bujna tropikalna roślinność.

W Ipoh spędziliśmy jedno przedpołudnie i dwa popołudnia — wystarczająco długo, by zobaczyć główne atrakcje miasta. Oprócz zwiedzania znaleźliśmy też czas na lokalne przyjemności — dużo sushi w pięknej restauracji Miya oraz dim sumy zamiast klasycznej owsianki na śniadanie.

CAMERON HIGHLANDS
Cameron Highlands to jeden z najbardziej znanych i charakterystycznych regionów Malezji, kojarzony przede wszystkim z rozległymi plantacjami herbaty pokrywającymi okoliczne wzgórza. Najsłynniejszą z nich jest BOH Tea Plantation, gdzie można poznać proces produkcji herbaty, a następnie odpocząć przy filiżance aromatycznego naparu, podziwiając panoramę zielonych, falujących pagórków.

Najlepszą bazą wypadową do zwiedzania regionu jest Tanah Rata – niewielkie miasteczko położone w samym sercu Cameron Highlands. To tutaj znajduje się większość hoteli, restauracji i biur organizujących wycieczki po okolicy. Z Tanah Rata łatwo dotrzeć zarówno do plantacji herbaty, jak i na liczne szlaki trekkingowe prowadzące przez okoliczne wzgórza.

Słynną atrakcją okolicy jest Mossy Forest – tajemniczy, mglisty las pokryty grubą warstwą mchu, przypominający scenerię z baśni. Podczas naszego pobytu w marcu 2026 r. ścieżka prowadząca przez Mossy Forest była zamknięta, dlatego w programie półdniowej wycieczki organizowanej przez Cameron Secrets Travels and Tours znalazło się wejście na Coral Hill – pierwszy zdobyty przez nas szczycik w malezyjskim lesie tropikalnym.
Z perspektywy czasu wiemy, że był to jedynie przedsmak atrakcji, jakie pod tym kątem oferuje Borneo. Za to butter chicken i palak paneer zamówione w knajpce w pasażu niedaleko dworca, najlepsze jakie jedliśmy ever.

KOTA KINABALU
Kota Kinabalu to stolica stanu Sabah i największy ośrodek północnego Borneo. Samo miasto nie należy do najciekawszych, ale świetnie sprawdza się jako główny węzeł komunikacyjny regionu oraz baza wypadowa do odkrywania atrakcji stanu Sabah. Jeżeli macie kilka godzin, warto poświęcić je na spacer po nadmorskiej promenadzie, odwiedzenie lokalnych targów czy podziwianie zachodu słońca nad Morzem Południowochińskim.
Dla nas Kota Kinabalu było bramą do malezyjskiej części Borneo. Przylecieliśmy tu z Kuala Lumpur, a ja właśnie tutaj rozpoczęłam przygodę z Mount Kinabalu, by następnie przenieść się wspólnie do pełnego przyrodniczych atrakcji Parku Narodowego Gunung Mulu.

MT KINABALU
Wznoszący się na wysokość 4095 m n.p.m. Mount Kinabalu to najwyższy szczyt Malezji i całego Borneo oraz jedna z największych atrakcji stanu Sabah. Położony na terenie Parku Narodowego Kinabalu, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zachwyca niezwykłą różnorodnością krajobrazów – od tropikalnego lasu deszczowego po rozległy granitowy płaskowyż i charakterystyczne formacje skalne w pobliżu szczytu.
Ze względu na dużą popularność góry liczba wejść jest limitowana, dlatego noclegi i pozwolenia warto rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Dla osób szukających dodatkowych emocji dostępna jest także opcja zejścia ze szczytu wymagającą via ferratą Low’s Peak Circuit oraz Mountain Torq – Walk the Torq. Ta pierwsza to najwyżej położona żelazna droga na świecie – przejście tej via ferraty wraz ze zdobyciem szczytu sprawia, że wyprawa na Mt Kinabalu staje się niezapomnianym przeżyciem.

Moja przygoda z najwyższym szczytem Malezji trwała dwa dni i jedną noc. W skrócie wyglądało to tak:
Dzień 1: poranny przejazd z Kota Kinabalu, trasa prowadzi od bramy Parku Narodowego do schroniska Panalaban położonego na wysokości 3272 m n.p.m. (około 1300 m przewyższenia pokonane w niespełna 5 godzin wraz z postojami), nocleg w schronisku.
Dzień 2: pobudka o 1:30, o 2:40 początek ataku szczytowego. Do pokonania jest około 800 m przewyższenia (o 5:10 stanęłam na szczycie).
Ze szczytu zejście do punktu startowego via ferraty na wysokości 3776 m n.p.m. (ok. 7.00 start). Przejście pierwszej ferraty zajęło około 4 godzin. Druga jest znacznie krótsza – jej pokonanie trwało około 40 minut (dużo zależy od liczby grup znajdujących się na trasie).
Po zakończeniu przejścia via ferratą zejście do schroniska, a następnie do bramy Parku Narodowego (łącznie ze szczytu około 2200 m przewyższenia w dół).
Ten opis to tylko liczby.
Wyprawa na Mt Kinabalu była dla mnie przede wszystkim fantastyczną, niezapomnianą przygodą w wyjątkowej scenerii. Polecam ją gorąco tym, którzy kochają górskie wyzwania.

Na Mt Kinabalu weszłam z Amazing Borneo, którzy kompleksowo organizują całą wyprawę. W moim przypadku była to opcja 2 dni/1 noc plus via ferraty.

PARK NARODOWY GUNUNG MULU
Gunung Mulu to miejsce w Malezji, które zapamiętuje się na długo. Już samo dotarcie tutaj jest częścią przygody – Mulu to niewielka osada z własnym lotniskiem, ukryta pośród dżungli i stanowiąca bramę do jednego z najpiękniejszych parków narodowych kraju. To właśnie tutaj znajduje się rozległy system jaskiń uznawany za jeden z największych i najbardziej złożonych na świecie.
Będąc w Mulu, koniecznie odwiedzić trzeba Deer Cave – jaskinię słynącą z imponujących rozmiarów, Wind Cave, gdzie dzięki różnicy ciśnień nieustannie czuć powiew wiatru, oraz Clearwater Cave – część najdłuższego systemu jaskiniowego w Azji Południowo-Wschodniej. Dużym przeżyciem jest także Sky Canopy Walk, podczas którego można podziwiać las tropikalny z perspektywy koron drzew.
Nam najbardziej zapadł w pamięć wieczorny spektakl przy Deer Cave, zwany bat exodus. O zmierzchu miliony nietoperzy opuszczają jaskinię, tworząc na niebie długie, falujące wstęgi. Przez kilkadziesiąt minut można obserwować kolejne roje wylatujące jeden po drugim.
To widowisko natury, którego nie da się w pełni oddać na zdjęciach i które najlepiej zobaczyć na własne oczy.

PINNACLES
Jednym z najbardziej wymagających trekkingów w Malezji jest wejście na punkt widokowy, z którego ogląda się Pinnacles.
Pinnacles to ostre wapienne iglice wyrastające z dżungli na zboczach góry Gunung Api. Widok przypomina kamienny las lub krajobraz z innej planety i bez wątpienia należy do najbardziej niezwykłych na Borneo.
Wyprawa do tego miejsca trwa prawie trzy dni i obejmuje dwie noce w Camp 5, zlokalizowanym w sercu dżungli. Na początek uczestników czeka przeprawa łodzią w górę rzeki Melinau, którą to łódkę przy niskim stanie wody trzeba momentami pchać przez płycizny. Następnie pokonuje się około 10 kilometrowy szlak przez dżunglę do Camp 5 – miejsca o dość spartańskich warunkach.
Najtrudniejszy odcinek zaczyna się kolejnego dnia. Choć do punktu widokowego jest zaledwie 2,4 km, trasa prowadzi stromo pod górę i wymaga pokonania około 1200 metrów przewyższenia. Końcówka ubezpieczona jest linami, metalowymi klamrami i drabinami. Czas wejścia jest limitowany – osoby, które nie zdążą osiągnąć odpowiedniego punktu w wyznaczonym czasie, muszą zawrócić. Wysokie temperatury i parne powietrze nie ułatwiają zadania.
Na Pinnacles weszliśmy we dwoje, trzy dni po moim zejściu ze szczytu Mount Kinabalu.
Ciekawostką jest fakt, że zarówno Mount Kinabalu, jak i Pinnacles znajdują się na malezyjskim banknocie o nominale 100 ringgitów. To właśnie stąd wzięło się popularne wśród Malezyjczyków „100 Ringgit Challenge”, polegające na zdobyciu obu tych miejsc w ciągu jednego tygodnia.
Fajnie, że zupełnie nieświadomie udało mi się zrealizować to wyzwanie (dowiedziałam się o nim po zejściu z Pinnacles).

Wycieczkę na Pinnacles oraz wszystkie aktywności w Parku Gunung Mulu można wykupić na miejscu w siedzibie Parku lub przez stronę (warto rezerwować z wyprzedzeniem) Amazing Borneo. Koszt wyprawy na Pinnacles to465 MYR/os., Konopy Skywalk 55 MYR/os. (czas ok. 2 godziny).

KUALA LUMPUR
Stolica Malezji to miasto kontrastów, gdzie nowoczesne wieżowce sąsiadują z kolonialną architekturą, świątyniami różnych religii i gwarnymi ulicznymi targami.
To właśnie tutaj najlepiej widać wielokulturowy charakter Malezji, tworzonej przez społeczności malajską, chińską i indyjską.

Do największych atrakcji Kuala Lumpur należą słynne Petronas Twin Towers, plac Merdeka, dzielnica Chinatown, świątynia Thean Hou oraz KL Tower.
Jednym z najbardziej charakterystycznych i tłumnie odwiedzanych miejsc w okolicy są Batu Caves – kompleks wapiennych jaskiń z hinduistycznymi świątyniami, do których prowadzą kolorowe schody strzeżone przez monumentalny, 43-metrowy posąg boga Murugana.

Stolica Malezji to także świetne miejsce, by spróbować lokalnej kuchni. Uliczne stragany, food courty i nocne targi oferują ogromny wybór dań kuchni malajskiej, chińskiej i indyjskiej, a jedzenie jest nieodłącznym elementem odkrywania miasta.

Kuala Lumpur było ostatnim przystankiem podczas naszej podróży po Malezji. Dżunglę Borneo zamieniliśmy więc na tę ze szkła, betonu i neonów. Co ciekawe, ta wersja również przypadła nam do gustu i sprawiła, że nasza podróż pozostała intensywna pod względem wrażeń do samego końca.

 

Dodaj komentarz